Przepraszam wszystkich za tak długą nieobecność, ale miałam przeprowadzkę i rozpoczęcie nowych studiów na drugim końcu Polski (pozdrawiam Poznań! :D).
Przysiadam jednak znów do rozdziałów i wracam do tłumaczenia.
_______________________________________________________
To on
sprowadził to wszystko na mnie i moje przyjaciółki, nawet na swoją
własną córkę. Teraz już wiem o co im chodziło z tym projektem
Creepypasta. To projekt nad którym aktualnie pracowała firma ojca
Loli. Nagle w mojej głowie pojawia się kolejna myśl, gdy
przypominam sobie o owej „rzeczy” o której wspomnieli, a której
szukają.
Nie może
być że chodzi im o ten plan próbki leku, broni. Ten przeklęty
projekt który schowany był w naszym domu przez Lolę. Jeśli by tak
było, Lola powiedziała by im o nim, prawda? Chyba że naprawdę nie
chciała by to znaleźli. Nie byłam jeszcze torturowana, ale wiem że
ból będzie większy niż będę w stanie go znieść.
Wtem czuje
silny cios ręki spadający na moją twarz. Głowa odskakuje mi w
bok, a policzek zaczyna nieprzyjemnie piec. Zwracam twarz z powrotem
w kierunku dwóch zabójców; zamaskowany stoi z uniesioną ręką po
wymierzonym ciosie, a zakapturzony powrócił na swoje miejsce przy
ścianie.
- Nadążasz,
słoneczko? - pyta, a ja natychmiast kiwam głową, pokazując że
rozumiem co mówi i nie musi mnie więcej walić w twarz. Oczywiście
nie mam gwarancji, że nie potrzebowałby powodu by mnie uderzyć.
- Nazywają
to ,, projektem Creepypasta” i jest to oczywiście ściśle tajne –
warczy przy słowie ,,tajne” i zwraca się twarzą do mnie – Ale
jestem pewien że Ty wiesz coś więcej na ten temat. - podsuwa
chłodną część młotka pod mój policzek i unosi go tak, że mam
teraz idealny widok na jego maskę.
Wolno
przełykam ślinę nie ośmielając się odwrócić wzroku od jego
czarnych oczu widocznych zza maski. Nie mam pojęcia dlaczego Lola
nie powiedziała im nic o tym projekcie i broni, przecież ta
informacja jest na miarę życia. I tak jakoś się o tym dowiedzą.
To jedyne wyjście bym mogła przetrwać.
- O-O-On...
- zaczynam, ale nagle przerywa mi ostre walnięcie młotkiem w stół. Zamaskowany mężczyzna odwraca się od drewnianego mebla w moją
stronę.
- Przestań
do jasnej cholery się jąkać, brzmisz jak Toby – pochyla się
nade mną tak, że jeśli nie nosiłby maski mogłabym poczuć jego
oddech na swojej skórze.
- A ja
NIENAWIDZĘ Toby'ego – wstrzymuję oddech, kiedy jest tak blisko
mnie, a jego złowroga aura otacza mnie, gdy się nie wycofuje.
- Oni
planują stworzyć broń przeciwko wam! - szybko wyrzucam z siebie,
mając nadzieję, że ta odpowiedź zadowoli go wystarczająco by się
choć trochę cofnął. Oczywiście, nie podziałało. Szczęście
nie jest tym razem po mojej stronie.
-
Broń? Więc kontynuują pracę nad tym? Po prostu wspaniale. -
zamaskowany mężczyzna robi kilka kroków w tył i rozgląda się
jakby się głęboko nad czymś zastanawiał. Moja klatka piersiowa
unosi się w górę i w dół w nienaturalnym tempie, kiedy wzrokiem
śledzę każdy jego ruch.
-
Jakikolwiek pomysł gdzie są plany tej ,,broni”?
Przygryzam
wargę i wbijam wzrok w tył głowy zamaskowanego zabójcy kiedy
myślę co odpowiedzieć. Powiedzieć im o tym? Chyba naprawdę nie
mam wyboru...
Gromadząc
wszystkie informacje, które usłyszałam podczas rozmowy, stwierdzam
że trzymają mnie tu bo myślą, że mam kluczowe informacje
dotyczące projektu. Przecież ja praktycznie nic o tym nie wiem,
pomimo faktu, że plany projektu znajdują się w moim byłym domu.
Mimo
wszystko wydaje mi się dziwne. Dlaczego Lola nie pomyślała by im o
tym powiedzieć? Albo Rayne? Naprawdę myślały że ta informacja
jest bezwartościowa? Albo może chciały chronić ojca Loli?
Jakkolwiek chamsko to brzmi, walić go. To przez niego to wszystko,
dzięki niemu siedzę teraz przywiązana do krzesła podczas, gdy
dwóch psychopatów jest na skraju powstrzymania się przed zabiciem
mnie.
-
To może być w moim domu – ośmielam się powiedzieć, patrząc
wciąż na zamaskowanego mężczyznę. Odwraca się do mnie i wolno
podchodzi do mojego krzesła.
-
Nie pierdol, Sherlocku. Ale gdzie DOKŁADNIE?
Spojrzeniem
mknę do faceta w kapturze nasuniętym na czoło, stojącego wciąż
w kącie w cieniu z tyłu pokoju. Nie podoba mi się, że
zamaskowany stoi tak blisko mnie, przeraża nie perspektywa co by
zrobił gdybym zamilkła i nie powiedziała już nic.
-
W piwnicy. S-Schowany za pudłami – szybko mówię, mając
nadzieję, że ich dobrze nakieruję. Masky gwiżdże cicho z
zadowoleniem i odsuwa się ode mnie. Zaczyna chodzić po pokoju
głęboko nad czymś rozmyślając
-
Jeśli wiesz gdzie to jest, pójdziesz tam z nami, jutro. - jeden z
nich odzywa się niskim, rozkazującym tonem głosu. To ten
zakapturzony mężczyzna. Pójść z NIMI? Nie, nie mogę tego
zrobić. Po pierwsze, musiałabym wrócić na to przeklęte miejsce
zbrodni, a po drugie.. razem z mordercami.
-
Heh, to dobry pomysł Hoodie.
Nie
chcę wracać tam znowu.
Jednak
nie mam wyboru.
Jestem
przerażona. Kiedy tylko znajdą miejsce gdzie leżą schowane
dokumenty jest duże prawdopodobieństwo, że mogliby mnie zabić
zaraz po tym. Nie, nie mogliby, oni to zrobią na pewno.
-
Ach, co się stało? Boisz się? To zrozumiałe. - zamaskowany
mężczyzna po raz kolejny obraca się ku mnie, śmiejąc się
przerażająco, szydząc ze mnie. Jakby mógł wyczuć mój strach,
mój niepokój.
-
Przestań się wydurniać i chodź już. Mamy inne rzeczy do
zrobienia, Masky – mówi Hoodie, po czym odpycha się od ściany i
zaczyna iść w kierunku drzwi. Zamierzają mnie tak po prostu tu
zostawić? Masky obraca głowę w kierunku wspólnika.
-
Ahh, ale chciałem się troszeczkę zabawić – wydaje z siebie
fałszywy jęk i wskazuje na mnie swoim młotem. Boję się co kryje
się za słowem ,,zabawić się”. Mam jednak przeczucie.
-
I to właśnie dlatego Toby pełni rolę drugiego dowódcy – na te
słowa Masky odwraca się i skupia teraz całą uwagę na Hoodym.
Musiał uderzyć w czuły punkt bo aura Masky'ego zmienia się ze
skorej do ,,zabawy” na niebezpieczną, potworną.
-
CO powiedziałeś? Chyba nie dosłyszałem. Powtórz to. - mocniej
ściska młot w garści, złość wręcz z niego promieniuje.
Zakapturzony mężczyzna stoi jedynie w miejscu i zaczyna mówić
spokojnie:
-
Toby zajął twoje miejsce, pogódź się z tym.
Chcę
przesunąć się z krzesłem i schować w kącie pod stołem. Cały
pokój jest tak bardzo przepełniony niezdrowym napięciem, jakby ktoś wypompował całe powietrze z pokoju; to jest nie do opisania.
Prawdziwa
kłótnia miała się dopiero zacząć, a ja mam to cholerne
szczęście, by być w jej centrum.
W
momencie gdy Masky ma już odpłacić Hoody'emu, drzwi otwierają się
na oścież, ukazując mojego wybawcę, rycerza w lśniącej zbroi.
Albo
i nie.
-
No proszę, proszę... Czyż to aby nie Jeffrey? - zamaskowany
mężczyzna odzyskuje fason, kiedy odwraca się do uśmiechniętego
zabójcy.
Widzę
jak Jeff stoi, ściskając w bladych dłoniach nóż, na którym
wciąż jest krew.
-
Czy Ty i Velma skończyliście już cholerne przyjęcie herbaciane?
Bo teraz nastał mój czas by się trochę ,,zabawić” -
opryskliwie wyrzuca z siebie Jeff, a jego spojrzenie oczu bez powiek
spoczywa na mnie. Przez jego wzrok przechodzą mnie dreszcze, mam
nadzieję że Masky i Hoodie mają do mnie więcej pytań i
przesłuchanie się jednak nie skończy.
-
Co jest? Znowu TEN CZAS w miesiącu? - Masky śmieje się szyderczo,
przesuwając młot w dłoniach. Oczy Jeffa na powrót kierują się
na zamaskowanego mężczyznę. Prostuje się, a jego górująca nad
nimi, wysoka sylwetka sprawia, że wydaje się jeszcze bardziej
niebezpieczny.
-
Czy to prowokacja? Wyzwanie, Tim? - warczy, ściskając mocniej nóż
w dłoni, czekając tylko na sygnał by zatopić go w ciele mężczyzny
naprzeciwko. Masky stoi jedynie w ciszy, po chwili kreci głową,
śmiejąc się cicho.
-
Obawiam się że mam ważniejsze, przydatniejsze rzeczy do roboty,
ale pewnie nie wiesz co oznacza: ważniejsze i przydatniejsze.
Wychodzę. - opuszcza pokój, prawie zatrzaskując za sobą drzwi.
Zakapturzony mężczyzna również rusza lekkim krokiem do wyjścia
i kładzie rękę na klamce.
-
Nie przesadź. Musi być stanie jutro chodzić. Przyda się nam też
w innych sprawach, nie tylko przy zaspokajaniu twoich potrzeb. Musi
zabrać nas do schowanych planów i dokumentacji odnośnie broni.
Jeff
wydaje z siebie cichy chichot i kręci głową odwracając się ku
Hoodiemu.
-
Oh, nie martw się. Jestem ponadto. Myślisz że jestem tak głupi by
zostawić moją zabaweczkę* z tobą i tym idiotą? - Hoddie na to
obraca się do Jeffa i krzyżuje ramiona na piersi. Zabaweczkę?
Nazwał mnie swoją zabaweczką? Z jakimi chorymi psycholami ja mam
do czynienia?!
-
Jeśli tak, to okej. Tylko nie wchodź mi w drogę. Dlaczego tak w
ogóle jej potrzebujesz? - pyta, a Jeff jednie parska i zerka na
mnie przez ramię, po czym wraca spojrzeniem do Hoody'ego.
-
Mam swoje POWODY – odpowiada, a zakapturzony mężczyzna wzdycha
jedynie, odwraca się na pięcie i wychodzi.
-
Więc.. Na czym skończyliśmy?
Patrzę
na zabójcę z całą nienawiścią w oczach, nigdy już nie zapomnę
co mi robił, jak się czułam przez niego. Nie wspominając że
robił to celowo, wyłącznie dla jego własnej satysfakcji. Patrzę
jak z każdym krokiem jest coraz bliżej mnie; kawałki tynku i szkła
chrzęszczą pod podeszwami jego wojskowych butów.
Moje
spojrzenie skupia się na świeżej krwi plamiącej jego i tak już
brudny sweter oraz na ociekający czerwienią nóż pomiędzy jego
palcami.
-
Czego chcesz? - ośmielam się spytać, mając nadzieję ze jest już
spokojniejszy. Jednakże przewiduję, że będzie rozwścieczony i
znów walnie moją głową w stół w przypływie złości. Lecz on
jedynie śmieje się mrocznie, kręcąc głową jakby karcił mnie za
zadanie tak głupiego pytania. Cóż, dla mnie nie jest głupie.
-
Chcę sobie uciąć z Tobą miłą pogawędkę, czyż to nie
oczywiste? - zaczyna śmiać się z własnej wypowiedzi, pokazując
jak sarkastyczne były jego słowa. Czuję się obrażona, przecież
nie jest oczywiste czego chce.
-
Właśnie powiedziałam im wszystko co wiem na temat projektu –
decyduję się odpowiedzieć, mając nadzieję, że moje informacje i
przypuszczenia, które im podałam są wystarczające. Mam jednak złe
przeczucia. Te maile od niego i sms-y nie były po to by mnie tylko
zastraszyć, wiem to.
-
Nie jesteś zbyt domyślna, prawda? - uśmiecha się krzywo, stając
tuż naprzeciwko mnie. Mocno chwyta mój policzek szorstką, bladą
dłonią i przysuwa głowę bliżej do mojej twarzy tak że mogę
spojrzeć bezpośrednio w tęczówki jego oczu bez powiek.
-
Chcę stać tuż przy tobie kiedy będziesz przez to wszystko
przechodzić, kiedy z każdym dniem coraz bardziej będzie do ciebie
docierać jakim naprawdę jestem potworem. Chcę widzieć jak ogarnia
cię strach, ból; złamać twoje tak żałośnie piękne życie.
Dopóki sama nie będziesz błagać o śmierć.
Mój
oddech staje się przyspieszony i cięższy z każdym jego
wypowiadanym słowem, a ciało wypełnia strach i rozpacz. To jest TO
czego chce? Nie mogę w to uwierzyć. Nie, ponieważ myślałam, że
mimo wszystko nie zrobiłby tego, o nie, nie wątpiłam w to.
I
to tylko dlatego, że wiem, że jest też inny powód dla którego
mnie chce.
-------------------------------------------------------------
*(tłum.
'Zabaweczkę', org. 'Pet ')
Tak długo czekałam, że zdążyłam się pokusić na angielską wersję ,ale to jest o wiele bardziej męczące i cieszy mnie twój powrót! :D
OdpowiedzUsuńPrzrczytałam dziś wszystko do tego momentu i mam tylko jedną wielką nadzieje że to iż mi nie pokazuje nastepnej części nie oznacza że jej nie ma 😧
OdpowiedzUsuńSzkoda że nie ma kolejnej części tak długo... :(
OdpowiedzUsuńA jeśli ktoś nie może wytrzymać z wyczekiwaniem to polecam przeczytać tego ff na wattpadzie (niestety po angielsku)