Rozdział dość krótki, już wzięłam się za tlumaczenie następnego. Tak myślę, że rozdziały się będą pojawiać co tydzień w okolicach weekendu (sobota najprawdopodobniej, opcjonalnie piątek). Jeszcze dużo przed nami, jak na razie jest 56 rozdziałów w oryginale, a autorka wciąż dopisuje nowe i powiem, że... robi się coraz ciekawiej ^^
Plus, będę dołączać obrazki do każdego rozdziału, mniej więcej pasujące do treści.
sooo... enjoy it. :D
- W porządku,
przeanalizujmy to teraz wszystko na spokojnie. Jak się czujesz?
Przenoszę wzrok z małej filiżanki kawy, którą trzymam w
dłoniach na dwóch mężczyzn w mundurach policyjnych siedzących obok mnie. Chwilę potem, uciekam spojrzeniem w stronę okna obok szpitalnego łóżka, na którym aktualnie
siedzę.
Po tym jak policja mnie znalazła natychmiast odesłano
mnie do szpitala by opatrzyć mi rany. Pamiętam jak wtuliłam się kurczowo w
policjanta, który mnie znalazł i uwolnił. Nie chciałam go puścić dopóki moja
matka mnie od niego nie oderwała.
Moje obrażenia nie są poważne, lecz przez podejrzenie
wdania się infekcji, musze zostać w szpitalu jeszcze przez trzy dni.
- Dziękuję, już jest w
porządku. – z powrotem odwracam się ku policjantom.
Widać biorą tą sprawę na poważnie, w końcu trzy
dziewczyny, moje przyjaciółki zostały zaginione, porwane.
Lola, Farah i Mandy.
Płakałam, gdy się o tym dowiedziałam; nie znaleziono ich
ciał we wnętrzu domu. To wszystko jest chore… Czy one wciąż żyją? Czy zostały
uprowadzone, a dopiero potem zabite? A może zabito je i zabrano ciała, bo były
im do czegoś potrzebne…?
Nie mam bladego pojęcia…
Ale wiem, że źle się to wszystko zapowiada. Policjant z
wczorajszej akcji powiedział mi, że ten zabójca którego opisałam zawsze zabija
swoje ofiary i bawi się nimi, finalnie
zostawiając po sobie jedną wielką krwawą masę na ziemi. Lecz teraz.. nie było żadnej.
Nigdy nie spotkali się też z takim przypadkiem zabójcy,
który by odnalazł dosłownie wszystkie telefony ofiar w domu. Wszystko poza tym
wyglądało jak normalna napaść, przez co krew się we mnie gotowała, bo
wiedziałam, że nie była normalna w ani jednym aspekcie. Dodajmy, że w jakiś
cudowny sposób posprzątali cały bałagan po walce w kilka minut.
- Dobrze to słyszeć…
Pomówmy więc o wczorajszej nocy – wzdrygam się lekko, gdy o tym wspominają. Ta
przeklęta noc, która zostawi pewnie ślad na mojej psychice już na zawsze.
- Co się wydarzyło?
Wzdycham tylko w odpowiedzi, kiedy mój umysł ogarnia myśl
o wczorajszym zdarzeniu. Pytali mnie już o to w ciągu dnia, ale byłam wciąż
zbyt roztrzęsiona by jasno cokolwiek powiedzieć.
- Moje przyjaciółki Sandy
i Lola wyszły gdzieś na noc, a ja zdecydowałam się zostać w domu. Obudziłam się
około północy, bo usłyszałam jakiś hałas na parterze. Zeszłam na dół by to
sprawdzić i zobaczyłam… - przerywam, bo obrazy zalewają mój umysł, staje mi
przed oczami sytuacja jak ten ,,smiley-killer” grozi nożem mojej przyjaciółce -
Loli.
- Spokojnie, nie spiesz się. – mówi starszy
oficer policji, patrząc na mnie uważnie. Drugi w milczeniu siedzi i notuje
ważniejsze rzeczy z mojej relacji.
- Miał nóż. Przytknął go
do gardła Loli, grożąc, że ją zabije. Impulsywnie chcąc ją uratować,
zaatakowałam go pogrzebaczem do kominka. To przez to zarobiłam tą ranę –
wskazuję na bandaż owinięty wokół mojego ciała, zakrywający cięcie z boku
brzucha. Starszy mężczyzna kiwa głową, a
młody zerka na mnie; chwilę później wraca do swoich notatek.
- Co stało się później?
- Reszta dziewczyn
obudziła się, a On… wezwał Drugiego zabójcę – wiem, że dziwnie to brzmi, ale to
prawda.
- Wezwał? – pyta starszy
oficer, a ja odwracam wzrok w bok.
- Zawołał jego imię, a On…
po prostu się pojawił.
Nie wierzy mi, wiem, że mi nie wierzy.
- Skąd wyszedł?
Z chmury dymu, którą sam wyczarował.
No oczywiście, że im tego tak nie powiem!
Wsadzili by mnie od razu do psychiatryka.
- Nie wiem… - odpowiadam.
To w sumie nie jest kłamstwo, nie mam pojęcia skąd tak
naprawdę wziął się ten mężczyzna.
- W porządku… Mógł być już
w domu i tylko czekać na sygnał tego Pierwszego.
Moje oczy szerzej się otwierają i skupiają na obu
policjantach; uwierzyli mi!
- Kontynuuj – mówi
mężczyzna, nie tyle wydając mi rozkaz ile delikatnie dając sugestię.
- Powiedzieli, że chcą
zagrać w grę… Potem zabrali nam wszystkie telefony. Wtedy dali nam pięć minut
na ucieczkę i schowanie się. Nie miałyśmy jak wydostać się stamtąd. Okna i
drzwi były zamknięte. – czuję jak łzy zbierają się mi w kącikach oczu.
Mężczyzna milczy, a cisza podpowiada mi, że mam kontynuować.
- A później… Przypomniało
mi się, że Farah ma dwa telefony. Znalazłam ten jeden, którego nie zabrali i
zadzwoniłam na 911, gdy już się przed Nimi schowałam. A wtedy… Oni… - mój głos
się załamuje, a oddech staje się urywany. Ukrywam twarz w dłoniach, gdy krzyki prawdopodobnie
martwych już osób odzywają się echem w mojej głowie, przypominając o sobie
wciąż i wciąż…
- Katy… Chcemy pokazać Ci
kilka fotografii, które zrobiliśmy na miejscu zbrodni.
Unoszę głowę, ale przez łzy dwójka policjantów to teraz
dla mnie dwie niebieskie zamazane plamy. Szybkim ruchem przecieram oczy, a gdy
odzyskuję ostrość widzenia kiwam głową.
~~PIERWSZE zdjęcie
przedstawia rozbite okno, przez które wszedł zabójca.
~~DRUGIE zrobione było w
kuchni. Ukazuje krwawe plamy na podłodze; to tam upadłam, gdy morderca dźgnął
mnie nożem.
~~OSTATNIE…. A co do
ostatniego to…
To coś upiornego.
Jest na nim wnętrze mojego pokoju. Obraz obejmuje głównie
ścianę na której zwykle przyklejam różne zdjęcia, plakaty i obrazki. Jednak nie
wygląda to tak jak zwykle.
Nie.
Na każdym zdjęciu namalowane jest serce wokół mojej twarzy.
Serce namalowane krwią.
A to nie wszystko.
Na każdej fotografii z moimi przyjaciółkami są krzyże.
Nie na mojej twarzy… Na twarzach Farah, Mandy i Loli. Postacie Rayne i
Sandy są nietknięte.
Reszta mojej białej ściany w pokoju jest pokryta krwią,
kilka plam układa się w słowa ,,UCIEKAJ lub SCHOWAJ SIĘ”.
Najpierw wytrzeszczam oczy, a za chwile zakrywam je
dłońmi upuszczając zdjęcia. To zbyt dużo jak na mnie…
- Masz jakiś pomysł co to
może oznaczać? – pyta mnie starszy oficer; chodzi im o te serca.
- O-o-on powiedział, że ma
ze mną nierozstrzygniętą partię, bo walnęłam go w głowę kijem a on nie miał
czasu zareagować i odpowiedzieć… Może to przez to? – patrzę na nich z nadzieją;
modlę się, by już nigdy nie zobaczyć tego świra na oczy.
Wycieram łzy, lecz kolejne napływają mi do oczu, przez co
znów spływają mi na policzki i łóżko. Nie chcę wyglądać jak jakiś ryczący
bachor przed tymi facetami. Ale przecież płacz to w końcu ludzka rzecz.
Usłyszałam przecież przed chwilą, że moje przyjaciółki zostały porwane i nie
wiadomo czy jeszcze żyją, podczas gdy sama jeszcze nie dawno chowałam się
walcząc o przetrwanie. Każda słaba osoba załamała by się psychicznie. Silna
osoba by tylko płakała.
- Wystarczy, Katy.
Dziękujemy Ci.
Starszy policjant wstaje, podchodzi do mnie i delikatnie
klepie mnie po plecach.
Wtem drzwi otwierają się, a ja unoszę głowę i widzę moją
matkę wchodzącą do pokoju z tacą pełną jedzenia. Dostrzega w jakim jestem
stanie i zaczyna mnie pocieszać.
Dwójka policjantów żegna się i zostawia mnie bezpieczną w
rekach bliskich mi osób.
***
Minął już tydzień od tamtego niefortunnego zdarzenia.
Policja wciąż ściga tamtych ludzi, lecz wiem, że nie robią wszystkiego co się
da – nie mają nowych potrzebnych wskazówek do śledztwa. Czuję przez to
irytację. Nie mogę winić policji za to, że sprawa stoi w miejscu. Powinnam
winić raczej siebie i to jaką ignorantką byłam wcześniej. Oczywiście, że tych
morderców nie da się złapać; oni nie są nawet ludźmi! Normalny człowiek nie
wyszedłby sobie ot tak z chmury dymu. Normalny człowiek nie mógłby beztrosko
chodzić sobie z cięciami na twarzy (które wciąż wyglądały jak świeże),
ciągnącymi się od kącików ust na policzki.
To kompletnie powaleni psychopaci.
Po tym jak wypisano mnie ze szpitala, wróciłam do domu
moich rodziców. Stary dom jest teraz traktowany jak miejsce zbrodni. Z resztą
nawet jakbym mogła tam wrócić, nie zrobiłabym tego, nie chciałabym.
Przynosiłoby to zbyt dużo wspomnień...
Nagle słyszę znajomy dźwięk opon na podjeździe i odwracam
się kierunku okna. Widzę samochód Rayne i wzdycham z ulgą. To pierwszy raz
kiedy się zobaczymy od czasu wypadku. Dzwoniły do mnie raz, ale nawał pytań
wymęczył nas zbytnio. Za dużo się wydarzyło. Dlatego nie były w stanie odwiedzić
mnie w szpitalu.
Wybaczyłam im to łatwo.
Biegnę na dół prawie zlatując ze schodów i ruszam do
drzwi. Otwieram je i widzę moje dwie przyjaciółki stojące tu, całe i zdrowe.
Rayne wygląda jak pusta porcelanowa laleczka i jednocześnie chodzący worek
kości; musiała sporo schudnąć w ciągu tygodnia przez ten cały stres.
Sandy wygląda jak duch przez swoją nienaturalnie bladą
cerę i cienie pod oczami, które pokazują jak bardzo wymęczona jest bezsennością
i płaczem.
Krótko ogarniam je wzrokiem, a po chwili skaczę im na
szyje i mocno przytulam. Stoimy wszystkie w uścisku przez chwilę, a zaraz potem
zapraszam je do środka.
Gdy jesteśmy już wewnątrz domu, zapada między nami
milczenie. Nikt nie chce zacząć.
- Więc… Jak tam? - pyta
Rayne, patrząc prosto na kubek herbaty w swoich dłoniach.
Oczywiście, że jest nienajlepiej. Jest źle, ale nie sądzę
żeby Rayne chodziło o taką oczywistość…
- To było… takie dziwne… -
odpowiada Sandy patrząc to na mnie, to na Rayne.
- Wiadomo…
Nie mam pomysłu co mogę jeszcze dodać, co w ogóle myśleć
o tym wszystkim… potrząsam głową próbując sobie uporządkować myśli w głowie.
- Po prostu… Sama nie
wiem. Co mogłybyśmy zrobić? To znaczy… Oni odeszli, ale jaki był sens tego
całego zdarzenia? – pytam.
Wiem, że to pytanie jest głupie. Domyślam się, że obie
dziewczyny nie znają odpowiedzi. Nikt nie zna oprócz tych zabójców i trzech
porwanych dziewczyn…
- Chciałabym móc coś
zrobić… - mówi Rayne – cokolwiek.
Czuję to samo co ona. W dodatku jedno pytanie mnie
jeszcze dręczy…
- Widziałyście te zdjęcia?
Te gdzie oni namalowali krzyże na ich twarzach… To wygląda jakby zrobili jakąś
listę – wyrzucam z siebie. Zachodzę w głowę co dokładnie to oznaczało.
- Nie zapominaj o sercach –
przypomina mi Rayne, patrząc na mnie z troską.
- One prawdopodobnie nic
nie znaczą. Ten zabójca również i do mnie mówił ,,księżniczko” albo ,,słoneczko”
– mówi niemal nonszalancko Sandy, a ja nie mogę się powstrzymać przed nagłym
uczuciem niechęci i nienawiści do niej. To zabrzmiało jakbyśmy właśnie
rozmawiały o jakichś chłopakach z którymi gadałyśmy w klubie i licytowały się o
nich. Co ja wygaduję… Jedyne kim on jest to cholernym seryjnym zabójcą, nie
chce niczego poza widokiem mojej krwi rozpryskującej się na podłodze u jego
stóp. Prawdopodobnie zabijając mnie kijem, którym wcześniej go walnęłam w
głowę. I to w ramach rewanżu.
- Wręcz przeciwnie, Sandy.
Myślę, że to jednak coś znaczy… On się nami bawi. Oni z nami pogrywają. Celowo
straszą nas, robiąc takie rzeczy – mówi Randy. Jak widać, jej także nie
przypadł do gustu komentarz Sandy.
- Cokolwiek to znaczy, w
niczym nam nie pomoże analiza tego. Spójrzmy prawdzie w oczy, mamy to za sobą,
oni odeszli…
I znów straszliwa cisza zapada w niewielkim salonie. Chcę
coś jeszcze od siebie dodać, ale powstrzymuję się – mam wrażenie, że każde słowo
jest nieodpowiednie oraz że źle, niezręcznie zabrzmi… Cała ta sytuacja jest niezręczna.
- Więc… kto idzie jutro do
szkoły?
***
Obserwuję przez okno jak samochód wyjeżdża z podjazdu na
ulicę. Macham do moich przyjaciółek, zanim samochód nie znajdzie się poza
zasięgiem mojego wzroku.
Rozmawiałam chwilę z dziewczynami o szkole, życiu, pracy…
Wiem, że musimy żyć dalej. Naprawdę chcę wrócić do szkoły, nie byłam w niej
cały tydzień. Nie żeby to było jakimś problemem, potrzebuję po prostu trochę
zapomnienia, chcę wrócić do normalności. Poza tym… mus to mus. Muszę zaliczyć semestr,
a przegapiłam parę prac klasowych, które są dość ważne i decydują o wynikach
końcowych.
Życie toczy się dalej.
Mam tylko nadzieję, że nikt nie będzie mnie pytał o to
niefortunne zdarzenie…
Odwracam się i podchodzę do szafy. Sięgam po moją nieco
za dużą koszulkę w której śpię i przebieram się. Potem wchodzę do łazienki,
myję zęby i zmywam makijaż przygotowując się do pójścia spać.
Prawie już rzucam się na łóżko, bo zmęczenie ogarnia już
całe moje ciało, lecz nagle ktoś puka do moich drzwi. Po chwili widzę jak
pojawia się w nich mój tata.
- Katy, zrobić ci herbaty?
Kręcę tylko głową.
- W porządku, no to
dobranoc, kochanie.
Uśmiecham się do niego i odpowiadam ,,dobrej nocy”. Szybko wchodzę pod kołdrę i nastawiam budzik. Jutro..
zaczyna się znów normalne życie.
Cichy dźwięk telefonu sygnalizujący nadejście wiadomości
odrywa mnie od natłoku myśli.
To prawdopodobnie Sandy albo Rayne piszą, że bezpiecznie
dotarły do domu.
Uśmiecham się do siebie, gdy sięgam w kierunku szafki
nocnej i biorę telefon w dłoń. Dostałam go z powrotem parę dni po tym jak
przebadała go policja. Stwierdzili, że nie mam możliwości, by zawierał w sobie
coś, co doprowadzi ich do zabójców. Telefony Farah, Mandy i Loli wciąż są na
posterunku.
Odblokowuję ekran i dostrzegam, że wiadomość jest od
jakiegoś nieznanego numeru. Gdy otwieram ją, widzę…
Natychmiast zamieram i czytam wiadomość od początku. Później
znowu… i jeszcze kolejny raz… Co to ma znaczyć? I przede wszystkim… kto to
napisał?
Zbieram się na odwagę i decyduję się odpisać:
Patrzę na ekran czekając na znajomy sygnał zwiastujący
nadejście wiadomości. Nic jednak nie przychodzi. Czekam parę minut, które w
końcu przeradzają się w godziny.
Mam dość, więc przyjmuję wersję, że ktoś sobie zwyczajnie
zażartował. Pewnie jakiś typ ze szkoły, który chciał mnie nastraszyć. Wkurzona
wzdycham głośno i obracam się na drugi bok. Zmarnowałam kilka godzin snu przez
jakiegoś idiotę, który robi sobie żarty z tak poważnej sytuacji.
Wiercę się jeszcze w pościeli i rozmyślam, dopóki w końcu
nie morzy mnie sen. A gdy jestem już pogrążona w głębokim śnie, nie domyślam się
nawet, że mój telefon się odzywa, a kolejna wiadomość nadeszła.




Chapter 5, a nie czasem 4? (Albo to mi pomyliły się numerki)
OdpowiedzUsuńBardzo cieszę się, że to tłumaczysz, bo to jest świetne <3 =^.^=
Hahaha sorki, machnęłam się, już poprawione :D Dzięki, dzięki, niedługo zrobi się jeszcze ciekawiej. szczególnie wtedy, gdy Katy trafi do Rezydencji Pana S :D
UsuńHej :)
OdpowiedzUsuńZnalazłam to opowiadanie, no i poprostu ja już nie mogę wytrzymać, żeby przeczytać następne rozdziały!
Jacie, autorka tego opowiadania ma prześwietne pomysły!
A Ty również odwalasz niezłą, ba, wspaniałą robotę! Tłumaczenie jest bardzo fajne, miło się czyta (nie tak jak niektóre "cudnie" przetłumaczone opowiadania), widać że się starasz i szacun dla Twoich możliwości i umiejętności! ^^
Tłumacz dalej i wstawiaj następne rozdziały, bo już jestem ciekawa co się tam stanie **
Pozdrawiam, życzę czasu i chęci :)
Dzięki, miło widzieć, takie komentarze naprawdę motywują do pracy nad tłumaczeniem ^^
UsuńFakt, opowiadanie nie wydało mi się ,,płytkie". Zaciekawiło mnie, coś w sobie miało, plus Jeff jest tu takim... Jeffem :p
Akurat dziś wstawię chyba nowy rozdział. :D