UWAGA!
Przy zakończeniu rozdziału 2 mogłaś wybrać opcję - schować się czy uciekać. Jesli nie wybrałaś, wróć do rodziału 2 i zdecyduj która opcja bardziej Ci odpowiada. Rozdział 2 -----------> http://carpenoctem-jeffthekiller.blogspot.com/2015/12/chapter-2-intruder.html
Jest to jedna z wersji alternatywnych, drugą opcją było ,,ESCAPE" - ucieczka. http://carpenoctem-jeffthekiller.blogspot.com/2015/12/chapter-3-escape-opcja-nr-1.html
UWAGA!!!
Rodział zawiera wulgarny język, bądźcie przygotowani!
------------------------------------------------------------------------------------
Szybko podnoszę telefon i
włączam go, szukając jednocześnie jakiegoś miejsca do schowania się. Łóżko!
Farah jako jedyna ma łóżko stojące przy ścianie. Prześcieradła zakrywają znajdujące
się pod nim szuflady, nie da się więc tam schować… Jednak jest tam niewielka
przestrzeń pomiędzy szufladami, a ścianą. Jeśli odsunęłabym nieco łóżko,
wślizgnęłabym się w tamto miejsce i z powrotem podsunęła mebel do ściany, nie
było by żadnej szansy na to, że mnie znajdą!
Szybko odsuwam łóżko i wciskam się w nowopowstałą dziurę.
Modlę się, żebym nie zostawiła przypadkiem żadnej kropli krwi na podłodze czy
ścianie. Przesuwam mebel z powrotem na miejsce dopóki krańcem nie uderza w
ścianę.
Próbuję kontrolować swój ciężki oddech. Kilka chwil
później słyszę:
- Czas się skończył, moje
drogie. Teraz gra się zaczyna.
Mam widok na pokój tylko przez niewielką szparę w
drewnie. Szybko wybieram numer 911. Czekam aż ktoś odbierze, mając nadzieję, że
nie zostanę usłyszana.
Próbuję wyczuć czy ktoś wchodzi po schodach, zerkając
przez szparę w drewnie by jak najszybciej wyłapać coś podejrzanego.
- 911, w czym mogę pomóc?
Prawie płaczę ze szczęścia i chcę przytulić kobietę po
drugiej stronie linii.
- Proszę, potrzebuję
pomocy. Dwóch zabójców jest w moim domu. Moje imię to Katherine Starling,
mieszkam przy 154th Avenue w Seattle. – szepczę do telefonu, mój głos jest
ledwo słyszalny.
Wzrok mam wciąż skupiony na drzwiach, a moje uszy
rejestrują każdy podejrzany dźwięk.
- W porządku, oddział
policji już jedzie. W jakiej części domu jesteś aktualnie?
Chcę powiedzieć tej babce żeby się już zamknęła, niech
tylko każe policji przyjechać tu jak najszybciej.
- Chowam się przed nimi,
jestem.. – nagle przerywa mi czyjś krzyk.
Krzyk którejś z moich przyjaciółek.
- Znaleźliśmy cię…!
Moje oczy szerzej się otwierają, gdy dociera do mnie co
się właśnie stało. Ktoś został znaleziony. Krzyk jest okropny, przeszywa moją
duszę, nie tylko uszy. Rozpaczliwy krzyk kogoś komu śmierć właśnie zagląda w
oczy. Ostatni dźwięk jaki siebie wydaje.
Czuje jak krew odpływa z mojej twarzy, a ja sama zastygam
w miejscu. Moje usta stają się wyschnięte; wstrzymuje oddech by usłyszeć wszystko
co dzieje się na dole, lecz ten krzyk całkiem mi to uniemożliwia. Strach ogarnia moje ciało, a rozpacz mrozi
krew w żyłach. Modlę się żeby mnie nie znaleźli...
Zaczynam drżeć, a silne drgawki targają całym moim
ciałem, gdy szepczę mimowolnie:
- O mój Boże…
Próbuję powstrzymać łzy, lecz wizja, że właśnie mordują
jedną z moich przyjaciółek, obezwładnia mnie. Nawet sama myśl o strachu jakiego
ona właśnie doświadcza, jest dla mnie
okropna.
Strach który czujesz, gdy cię schwytają.
Kiedy zostają przy tobie wypowiedziane te dwa głupie
słowa.
,,Znaleźliśmy Cię”.
- Katherine wysłuchaj
mnie, nie wychodź z tego miejsca gdziekolwiek się schowałaś, cokolwiek by się
nie działo. Nie próbuj ponownie się ze mną połączyć. Musisz robić dokładnie to
co mówię. Rozumiesz?
Akceptuję wszystko co mówi kiwnięciem głowy, pomimo tego, że kobieta nie może mnie zobaczyć. Jestem teraz jednak zbyt przerażona by się
odezwać. Mamroczę jednak jedynie krótkie ,,tak”, co wystarcza by uciszyć babkę
po drugiej stronie linii.
Krzyk się urywa, a dom na powrót staje się martwy i
pogrążony w ciszy. Zaciskam dłoń na swoich ustach, by powstrzymać się przed
zbyt głośnym oddychaniem.
Nagle słyszę kroki. Spoglądam przez szparę w drewnie i
widzę jak osoba w czarnych wojskowych butach wolno wchodzi do pokoju.
Zatrzymuje się mniej więcej na środku pokoju. Modlę się by kobieta z telefonu
nagle się nie odezwała. Widzę jak mężczyzna podchodzi w jakieś miejsce. Nie
mogę zobaczyć dokładnie gdzie, ale zgaduję, że jest to szafa, bo słyszę
skrzypnięcie drewnianych drzwi. Zabójca otwiera je, najwyraźniej oczekując, że
kogoś tam nakryje. Słyszę jednak jak mruczy z niezadowolenia, że nie znalazł
kolejnej dziewczyny którą mógłby przyprawić o zawał serca. Zaczyna więc
oględziny całego pokoju.
Jestem pewna, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi – bije
tak szybko i gwałtownie. Mój oddech jest nierówny, stłumiony przez moją dłoń
przytkniętą do ust.
Widzę jak mężczyzna idzie z powrotem w kierunku drzwi, aż
nagle się zatrzymuje. Zamieram, gdy odwraca się. Jestem prawie pewna, że mnie
zauważył. Wiem, że po mnie idzie. Wiem, że zaraz odsunie gwałtownie łóżko i
wyciągnie mnie stąd za włosy. Wiem jak silny jest, to z nim przecież wcześniej walczyłam.
- Wyjdź, laleczko. Mamy
osobistą niedokończoną partię do rozegrania. Uderzyłaś mnie w głowę tym kijem i
nie dałaś mi nawet szansy na odpowiedź… - mówi zabójca zachrypniętym głosem, towarzyszy mu chichot
drugiego mordercy.
Widzę jak
mężczyzna odwraca się i wychodzi z pokoju. Moje oczy szerzej się otwierają, gdy
dociera do mnie to co właśnie powiedział.
On szuka MNIE.
Prawie zaczynam już jawnie panikować, ale boję się, że on
tu wróci. Nie chcę nawet myśleć o tych wszystkich makabrycznych rzeczach jakie
mi zrobi, gdy już mnie znajdzie. Czuję, że mój żołądek się buntuje i zbiera mi
się na odruch wymiotny.
Kroki zaczynają się oddalać, a ja oddycham z ulga.
Poszedł sobie…
Moment spokoju zostaje jednak szybko zakłócony przez rozdzierający
powietrze krzyk, któremu towarzyszą szlochy i błagania. Tym razem zakrywam uszy
dłońmi, nie chcę tego słyszeć.
Odczuwam ostry ból w piersiach za każdym razem, gdy
znajdą kogoś i zabijają. To co robią jest potworne…
- Katherine, spokojnie.
Policja będzie u ciebie za parę minut. – mówi kobieta; jej obecność nie jest
jednak już tak pocieszająca jak przedtem. Jestem pewna, że ona również słyszała
te krzyki i to prawie tak samo wyraźnie jak ja.
Łzy spływają po mojej twarzy. Nagle krzyk się urywa i
docierają do mnie inne głosy.
- Ej, zobacz Jeffrey. Ta
jedna myślała, że schowa się przed nami tutaj… Jak uroczo.
Zagryzam wargi i rozkazuję sobie powstrzymać się od
płaczu. Moje ciało jest przepełnione goryczą i złością. Bawią się nimi! Po
prostu się nami bawią! Mną też!
- Proszę, po prostu
p-pospieszcie się! – rzucam do telefonu. Głos mam przepełniony rozpaczą i
strachem. Nie mogę dłużej tego znieść.
Wtedy słyszę dźwięk. TEN dźwięk. Piękne brzmienie.
Natychmiastowe uczucie radości, ulgi oraz nadchodzącego szczęścia ogarnia mnie,
gdy słyszę dźwięk policyjnych syren.
Poczucie zbliżającej się wolności.
Jednakże to uczucie odchodzi tak szybko jak się pojawia,
kiedy kolejny krzyk przeszywa powietrze. Następna osoba została znaleziona.
Proszę, proszę, proszę…
W duchu błagam, modlę się, żeby funkcjonariusze weszli
już do domu, wtargnęli tu i zabrali tych skurwieli.
Dźwięk syren jest coraz wyraźniejszy i mogę ocenić, że
jedzie tu więcej niż jeden samochód.
- Kurwa! Jak oni do
cholery się dowiedzieli? Wygląda na to, że musimy dokończyć robotę później, LJ.
– słyszę zachrypnięty głos, a zaraz po nim drugi:
- Szef nie będzie z nas
zadowolony, hahaha…
Ten pierwszy również się zaśmiał, jakby to co właśnie
zrobili było tylko jakimś rodzajem zabawy. Jakby było w tym coś śmiesznego!
Zaciskam pięści. Mnóstwo emocji przepływa przez mój
umysł, lecz muszę być cicho i pozostać w ukryciu. Tak bardzo ich nienawidzę!
- Mimo wszystko to tylko
sprawi, że nasza gra będzie jeszcze bardziej interesująca…
To ostatnie co słyszę od zabójców, zanim dobiega mnie
dźwięk otwieranych drzwi i mnóstwo krzyków. Policja!
- Katherine jesteś tu?
Teraz pozwalam łzom płynąć, nie muszę już się
powstrzymywać, w końcu mogę wyrzucić z siebie wszystko. Głośno szlocham, a
adrenalina powoli odpływa z mojego ciała; na jej miejsce wkracza od dawna usilnie
wstrzymywany ból. Nie jest to tylko ból mający źródło w ranach. To ból który czułam,
gdy uciekałam zabójcom; cały ten szok. Ten ból który czuję, gdy wiem, że moi
przyjaciele są prawdopodobnie martwi…
Każda łza, którą uroniłam i każdy szloch sprawia, że
czuje jakby to moje życie ze mnie uchodziło. Każda emocja: strach, złość,
rozpacz; wszystko ze mnie w końcu ulatuje, przez co czuję się lepiej, czuję
ulgę.
Słyszę jak policjanci krzyczą i biegają po domu. Po paru
sekundach widzę mundur policyjny pojawiający się w drzwiach pokoju.
- T-t…. – próbuję krzyczeć,
lecz łzy i ucisk w gardle mi na to nie pozwalają. Rozpaczliwie pragnę poczuć
siłę i ciepło prawdziwego człowieka obok mnie. Nigdy nie cieszyłam się tak na
czyjś widok.
- T-tutaj! – wysuwam się
lekko zza łóżka, machając dłonią w której ściskam telefon komórkowy. Nie mam energii
by wysunąć się bardziej lub pchnąć mebel.
Słyszę kroki, a telefon w mojej ręce zostaje zastąpiony
uściskiem ciepłej dłoni w rękawiczce.
Jestem bezpieczna. Wiem, że teraz jestem w dobrych
rękach.
Właśnie uciekłam mordercom.
Dobrze wybrałam :-)
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział :3