piątek, 18 listopada 2016

Chapter 15 ,,Another reason"

Przepraszam wszystkich za tak długą nieobecność, ale miałam przeprowadzkę i rozpoczęcie nowych studiów na drugim końcu Polski (pozdrawiam Poznań! :D). 
 Przysiadam jednak znów do rozdziałów i wracam do tłumaczenia. 

_______________________________________________________


      To on sprowadził to wszystko na mnie i moje przyjaciółki, nawet na swoją własną córkę. Teraz już wiem o co im chodziło z tym projektem Creepypasta. To projekt nad którym aktualnie pracowała firma ojca Loli. Nagle w mojej głowie pojawia się kolejna myśl, gdy przypominam sobie o owej „rzeczy” o której wspomnieli, a której szukają.
      Nie może być że chodzi im o ten plan próbki leku, broni. Ten przeklęty projekt który schowany był w naszym domu przez Lolę. Jeśli by tak było, Lola powiedziała by im o nim, prawda? Chyba że naprawdę nie chciała by to znaleźli. Nie byłam jeszcze torturowana, ale wiem że ból będzie większy niż będę w stanie go znieść.
      Wtem czuje silny cios ręki spadający na moją twarz. Głowa odskakuje mi w bok, a policzek zaczyna nieprzyjemnie piec. Zwracam twarz z powrotem w kierunku dwóch zabójców; zamaskowany stoi z uniesioną ręką po wymierzonym ciosie, a zakapturzony powrócił na swoje miejsce przy ścianie.
- Nadążasz, słoneczko? - pyta, a ja natychmiast kiwam głową, pokazując że rozumiem co mówi i nie musi mnie więcej walić w twarz. Oczywiście nie mam gwarancji, że nie potrzebowałby powodu by mnie uderzyć.
- Nazywają to ,, projektem Creepypasta” i jest to oczywiście ściśle tajne – warczy przy słowie ,,tajne” i zwraca się twarzą do mnie – Ale jestem pewien że Ty wiesz coś więcej na ten temat. - podsuwa chłodną część młotka pod mój policzek i unosi go tak, że mam teraz idealny widok na jego maskę.
      Wolno przełykam ślinę nie ośmielając się odwrócić wzroku od jego czarnych oczu widocznych zza maski. Nie mam pojęcia dlaczego Lola nie powiedziała im nic o tym projekcie i broni, przecież ta informacja jest na miarę życia. I tak jakoś się o tym dowiedzą. To jedyne wyjście bym mogła przetrwać.
- O-O-On... - zaczynam, ale nagle przerywa mi ostre walnięcie młotkiem w stół. Zamaskowany mężczyzna odwraca się od drewnianego mebla w moją stronę.
- Przestań do jasnej cholery się jąkać, brzmisz jak Toby – pochyla się nade mną tak, że jeśli nie nosiłby maski mogłabym poczuć jego oddech na swojej skórze.
- A ja NIENAWIDZĘ Toby'ego – wstrzymuję oddech, kiedy jest tak blisko mnie, a jego złowroga aura otacza mnie, gdy się nie wycofuje.
- Oni planują stworzyć broń przeciwko wam! - szybko wyrzucam z siebie, mając nadzieję, że ta odpowiedź zadowoli go wystarczająco by się choć trochę cofnął. Oczywiście, nie podziałało. Szczęście nie jest tym razem po mojej stronie.
- Broń? Więc kontynuują pracę nad tym? Po prostu wspaniale. - zamaskowany mężczyzna robi kilka kroków w tył i rozgląda się jakby się głęboko nad czymś zastanawiał. Moja klatka piersiowa unosi się w górę i w dół w nienaturalnym tempie, kiedy wzrokiem śledzę każdy jego ruch.
- Jakikolwiek pomysł gdzie są plany tej ,,broni”?
      Przygryzam wargę i wbijam wzrok w tył głowy zamaskowanego zabójcy kiedy myślę co odpowiedzieć. Powiedzieć im o tym? Chyba naprawdę nie mam wyboru...
      Gromadząc wszystkie informacje, które usłyszałam podczas rozmowy, stwierdzam że trzymają mnie tu bo myślą, że mam kluczowe informacje dotyczące projektu. Przecież ja praktycznie nic o tym nie wiem, pomimo faktu, że plany projektu znajdują się w moim byłym domu.
      Mimo wszystko wydaje mi się dziwne. Dlaczego Lola nie pomyślała by im o tym powiedzieć? Albo Rayne? Naprawdę myślały że ta informacja jest bezwartościowa? Albo może chciały chronić ojca Loli? Jakkolwiek chamsko to brzmi, walić go. To przez niego to wszystko, dzięki niemu siedzę teraz przywiązana do krzesła podczas, gdy dwóch psychopatów jest na skraju powstrzymania się przed zabiciem mnie.
- To może być w moim domu – ośmielam się powiedzieć, patrząc wciąż na zamaskowanego mężczyznę. Odwraca się do mnie i wolno podchodzi do mojego krzesła.
- Nie pierdol, Sherlocku. Ale gdzie DOKŁADNIE?
      Spojrzeniem mknę do faceta w kapturze nasuniętym na czoło, stojącego wciąż w kącie w cieniu z tyłu pokoju. Nie podoba mi się, że zamaskowany stoi tak blisko mnie, przeraża nie perspektywa co by zrobił gdybym zamilkła i nie powiedziała już nic.
- W piwnicy. S-Schowany za pudłami – szybko mówię, mając nadzieję, że ich dobrze nakieruję. Masky gwiżdże cicho z zadowoleniem i odsuwa się ode mnie. Zaczyna chodzić po pokoju głęboko nad czymś rozmyślając
- Jeśli wiesz gdzie to jest, pójdziesz tam z nami, jutro. - jeden z nich odzywa się niskim, rozkazującym tonem głosu. To ten zakapturzony mężczyzna. Pójść z NIMI? Nie, nie mogę tego zrobić. Po pierwsze, musiałabym wrócić na to przeklęte miejsce zbrodni, a po drugie.. razem z mordercami.
- Heh, to dobry pomysł Hoodie.
      Nie chcę wracać tam znowu.
      Jednak nie mam wyboru.
      Jestem przerażona. Kiedy tylko znajdą miejsce gdzie leżą schowane dokumenty jest duże prawdopodobieństwo, że mogliby mnie zabić zaraz po tym. Nie, nie mogliby, oni to zrobią na pewno.
- Ach, co się stało? Boisz się? To zrozumiałe. - zamaskowany mężczyzna po raz kolejny obraca się ku mnie, śmiejąc się przerażająco, szydząc ze mnie. Jakby mógł wyczuć mój strach, mój niepokój.
- Przestań się wydurniać i chodź już. Mamy inne rzeczy do zrobienia, Masky – mówi Hoodie, po czym odpycha się od ściany i zaczyna iść w kierunku drzwi. Zamierzają mnie tak po prostu tu zostawić? Masky obraca głowę w kierunku wspólnika.
- Ahh, ale chciałem się troszeczkę zabawić – wydaje z siebie fałszywy jęk i wskazuje na mnie swoim młotem. Boję się co kryje się za słowem ,,zabawić się”. Mam jednak przeczucie.
- I to właśnie dlatego Toby pełni rolę drugiego dowódcy – na te słowa Masky odwraca się i skupia teraz całą uwagę na Hoodym. Musiał uderzyć w czuły punkt bo aura Masky'ego zmienia się ze skorej do ,,zabawy” na niebezpieczną, potworną.
- CO powiedziałeś? Chyba nie dosłyszałem. Powtórz to. - mocniej ściska młot w garści, złość wręcz z niego promieniuje. Zakapturzony mężczyzna stoi jedynie w miejscu i zaczyna mówić spokojnie:
- Toby zajął twoje miejsce, pogódź się z tym.
      Chcę przesunąć się z krzesłem i schować w kącie pod stołem. Cały pokój jest tak bardzo przepełniony niezdrowym napięciem, jakby ktoś wypompował całe powietrze z pokoju; to jest nie do opisania. 
      Prawdziwa kłótnia miała się dopiero zacząć, a ja mam to cholerne szczęście, by być w jej centrum.
      W momencie gdy Masky ma już odpłacić Hoody'emu, drzwi otwierają się na oścież, ukazując mojego wybawcę, rycerza w lśniącej zbroi.
Albo i nie.
- No proszę, proszę... Czyż to aby nie Jeffrey? - zamaskowany mężczyzna odzyskuje fason, kiedy odwraca się do uśmiechniętego zabójcy.
Widzę jak Jeff stoi, ściskając w bladych dłoniach nóż, na którym wciąż jest krew.
- Czy Ty i Velma skończyliście już cholerne przyjęcie herbaciane? Bo teraz nastał mój czas by się trochę ,,zabawić” - opryskliwie wyrzuca z siebie Jeff, a jego spojrzenie oczu bez powiek spoczywa na mnie. Przez jego wzrok przechodzą mnie dreszcze, mam nadzieję że Masky i Hoodie mają do mnie więcej pytań i przesłuchanie się jednak nie skończy.
- Co jest? Znowu TEN CZAS w miesiącu? - Masky śmieje się szyderczo, przesuwając młot w dłoniach. Oczy Jeffa na powrót kierują się na zamaskowanego mężczyznę. Prostuje się, a jego górująca nad nimi, wysoka sylwetka sprawia, że wydaje się jeszcze bardziej niebezpieczny.
- Czy to prowokacja? Wyzwanie, Tim? - warczy, ściskając mocniej nóż w dłoni, czekając tylko na sygnał by zatopić go w ciele mężczyzny naprzeciwko. Masky stoi jedynie w ciszy, po chwili kreci głową, śmiejąc się cicho.
- Obawiam się że mam ważniejsze, przydatniejsze rzeczy do roboty, ale pewnie nie wiesz co oznacza: ważniejsze i przydatniejsze. Wychodzę. - opuszcza pokój, prawie zatrzaskując za sobą drzwi. Zakapturzony mężczyzna również rusza lekkim krokiem do wyjścia i kładzie rękę na klamce.
- Nie przesadź. Musi być stanie jutro chodzić. Przyda się nam też w innych sprawach, nie tylko przy zaspokajaniu twoich potrzeb. Musi zabrać nas do schowanych planów i dokumentacji odnośnie broni.
      Jeff wydaje z siebie cichy chichot i kręci głową odwracając się ku Hoodiemu.
- Oh, nie martw się. Jestem ponadto. Myślisz że jestem tak głupi by zostawić moją zabaweczkę* z tobą i tym idiotą? - Hoddie na to obraca się do Jeffa i krzyżuje ramiona na piersi. Zabaweczkę? Nazwał mnie swoją zabaweczką? Z jakimi chorymi psycholami ja mam do czynienia?!
- Jeśli tak, to okej. Tylko nie wchodź mi w drogę. Dlaczego tak w ogóle jej potrzebujesz? - pyta, a Jeff jednie parska i zerka na mnie przez ramię, po czym wraca spojrzeniem do Hoody'ego.
- Mam swoje POWODY – odpowiada, a zakapturzony mężczyzna wzdycha jedynie, odwraca się na pięcie i wychodzi.
- Więc.. Na czym skończyliśmy?
      Patrzę na zabójcę z całą nienawiścią w oczach, nigdy już nie zapomnę co mi robił, jak się czułam przez niego. Nie wspominając że robił to celowo, wyłącznie dla jego własnej satysfakcji. Patrzę jak z każdym krokiem jest coraz bliżej mnie; kawałki tynku i szkła chrzęszczą pod podeszwami jego wojskowych butów.
      Moje spojrzenie skupia się na świeżej krwi plamiącej jego i tak już brudny sweter oraz na ociekający czerwienią nóż pomiędzy jego palcami.
- Czego chcesz? - ośmielam się spytać, mając nadzieję ze jest już spokojniejszy. Jednakże przewiduję, że będzie rozwścieczony i znów walnie moją głową w stół w przypływie złości. Lecz on jedynie śmieje się mrocznie, kręcąc głową jakby karcił mnie za zadanie tak głupiego pytania. Cóż, dla mnie nie jest głupie.
- Chcę sobie uciąć z Tobą miłą pogawędkę, czyż to nie oczywiste? - zaczyna śmiać się z własnej wypowiedzi, pokazując jak sarkastyczne były jego słowa. Czuję się obrażona, przecież nie jest oczywiste czego chce.
- Właśnie powiedziałam im wszystko co wiem na temat projektu – decyduję się odpowiedzieć, mając nadzieję, że moje informacje i przypuszczenia, które im podałam są wystarczające. Mam jednak złe przeczucia. Te maile od niego i sms-y nie były po to by mnie tylko zastraszyć, wiem to.
- Nie jesteś zbyt domyślna, prawda? - uśmiecha się krzywo, stając tuż naprzeciwko mnie. Mocno chwyta mój policzek szorstką, bladą dłonią i przysuwa głowę bliżej do mojej twarzy tak że mogę spojrzeć bezpośrednio w tęczówki jego oczu bez powiek.
- Chcę stać tuż przy tobie kiedy będziesz przez to wszystko przechodzić, kiedy z każdym dniem coraz bardziej będzie do ciebie docierać jakim naprawdę jestem potworem. Chcę widzieć jak ogarnia cię strach, ból; złamać twoje tak żałośnie piękne życie. Dopóki sama nie będziesz błagać o śmierć.
      Mój oddech staje się przyspieszony i cięższy z każdym jego wypowiadanym słowem, a ciało wypełnia strach i rozpacz. To jest TO czego chce? Nie mogę w to uwierzyć. Nie, ponieważ myślałam, że mimo wszystko nie zrobiłby tego, o nie, nie wątpiłam w to.
      I to tylko dlatego, że wiem, że jest też inny powód dla którego mnie chce.
-------------------------------------------------------------
*(tłum. 'Zabaweczkę', org. 'Pet ')