Przepraszam x1000 za takie długie oczekiwanie na rozdział, ale naprawdę jestem mocno zabiegana. Szkoła, spanie, trening, spanie, szkoła, spanie, trening, spanie... I tak w kółko, nie mam czasu nawet dla siebie.
Ale będę tłumaczyć, na pewno nie porzucę tego opowiadania ^^
PS w następnym rodziale już będzie jeden z głównych bohaterów - Jeff. Oczywiście... zależy też który rodział wybierzecie.. :D
- Spudłowałaś! Kolejny
raz! – krzyczy na mnie mój trener i wskazuje na dziurę w tarczy, 30 cm od celu – jej środka.
Mrużę oczy wpatrując się w kartonową figurę stojącą kilka metrów ode mnie,
jakby to miało mi pomóc w lepszym celowaniu… Wiem, że to daremne, nie mam
szczęścia od rana. Jedna myśl kołacze się w mojej głowie, to
przeklęte zdarzenie wciąż daje o sobie znać.
~~,,Daję ci jeden dzień na
podjęcie decyzji albo przyjdziemy po ciebie”.
Nikt nie mógłby zredukować narastającego we mnie uczucia
strachu i ucisku w brzuchu. Chcę sprawić bym mogła użyć tych lęków na swoją
korzyść. Strzelić w tarczę z determinacją jaką mam dzięki nim, lecz jakimś
sposobem nie jestem zdolna tego zrobić.
Dziwne przeczucie narasta we mnie, zwiększa się moja czujność, nawet jeśli strażnik
powiedział, że nie ma się o co martwić. No właśnie JEST się o co martwić. Nie
wiem jeszcze tylko co to konkretnie jest. Mam nadzieje, że intuicja mnie
zawodzi i moje przeczucie są złe, zaś ludzie z FBI mają rację, że nic nam nie grozi.
- PAF!
Cholera! Znowu pudło. Wydaję z siebie głośne warknięcie
pełne frustracji, a dłonie unoszę w kierunku głowy. Czuję nagłą potrzebę by przywalić
łbem w ścianę. Potrząsam głową kilka razy, próbując skupić się na strzelaniu.
- Co z tobą, Katy? Mam
wrażenie jakbyśmy się cofnęli do twojego pierwszego treningu – mój trener staje przede mną, a jego brązowe oczy domagają się wyjaśnień. Przewracam oczami
wzdychając głośno, nie jest to jednak reakcja na jego osobę.
- Po prostu nie mogę
wyrzucić z głowy tamtego snu. Mam wrażenie, że jego cień chodzi za mną
gdziekolwiek bym się nie znalazła. Nie mogę się skoncentrować.
Kładę pistolet na niewielkim stoliku obok mnie i opadam
na dość niewygodne, drewniane krzesło. Mój instruktor przysuwa krzesło dla siebie
i siada naprzeciwko mnie, pochylając się lekko, postawą okazując troskę.
- Posłuchaj, Katy. Wiem,
że ta sytuacja jest w twoim odczuciu nieco kuriozalna*, ale musisz się skupić.
Jeśli kiedykolwiek staniesz oko w oko z tym zabójcą, musisz zachować zimną krew
i zebrać się w sobie by strzelić celnie. Inaczej wszystkie te treningi były
robione na próżno. – mówi, opierając
łokcie na udach.
Wiem, że ma rację, ale ja naprawdę nie mogę wyrzucić tego
z głowy. Zbyt wiele dziwacznych rzeczy wydarzyło się ostatnio w moim pokręconym
życiu, potrzebuję kogoś kto na powrót nauczy mnie myśleć normalnie. Ta
zagmatwana sytuacja wyciąga ode mnie zbyt wiele energii, nie mogę już sobie z
nią dłużej radzić.
- Wiesz co, Katy? Skończmy
na dziś.
Leżę w łóżku cały czas wiercąc się i przewracając z boku
na bok by jakoś się ułożyć do snu. To jednak nie jest moim największym
problemem, to nie przez to nie mogę zasnąć. Moje myśli znów szaleją, nie mogę
się odpędzić od ich niszczącego oddziaływania.
Wydaję z siebie jęk i zakrywam głowę poduszką w akcie
desperacji, by choć trochę uspokoić mózg, lecz to w niczym nie pomaga.
Przewracam się na plecy, decyduję się po prostu na patrzenie w sufit. Jestem
wyczerpana nadmiernym myśleniem, pomimo zmęczenia nie mogę zasnąć.
Skupiam
się na oddychaniu, mając nadzieję że równomierny rytm przyniesie mi szybki sen,
ale nawet to nie działa. Nigdy nie zasnę już normalnie, wiem to. Wzdycham do siebie i znów się obracam. Leżę
na boku i wpatruję się w białą ścianę naprzeciwko mnie.
Nie mogę tego ogarnąć, gdy myślę ile ostatnio się
wydarzyło. Jeszcze kilka tygodni temu byłam zwykłą szczęśliwą nastolatką
mieszkającą w domu z dwiema przyjaciółkami. Miałam normalne życie takie jakie
ma każda inna przeciętna dziewczyna.
A teraz? Teraz jestem uziemiona w czymś w rodzaju bunkra,
ukrywam się przed jakimiś nieludzkimi tworami o psychopatycznych skłonnościach
i przerażających umiejętnościach. Znów główne pytanie wybija się ponad inne, to
jedno, które zadaje sobie już chyba po raz tysięczny.
Dlaczego?
Wszystkie moje przyjaciółki odeszły, ślad po nich zaginął
jakby zniknęły z powierzchni ziemi. Prawdopodobnie są teraz ostro torturowane, o ile nie są już martwe. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie bólu i cierpienia
jakie odczuwają i przez jakie przechodzą; cierpienia które czeka także i mnie.
Co jeśli spędzę tu resztę swojego życia chowając się w
tej dziurze z gwardią strażników stojących mi nad głową? Co jeśli te
,,Creepypasty” nigdy nie zostaną złapane?
Wtedy będę skazana na to miejsce na wieki, będę tu gnić
do późnej starości. Nie zapomnieli by o mnie ot tak po prostu, jestem przecież
dla nich w pewien sposób ważna. Mogę mieć jedynie nadzieję, że przez to, jeśli kiedykolwiek
dostaną mnie w swoje ręce, okażą mi choć trochę litości.
Nagle słyszę znajomy donośny, ostry dźwięk, przeszywający
moje uszy i obijający się w mojej głowie. Podskakuję ze strachu, kiedy pokój
przybiera czerwoną barwę od świateł alarmu. Dźwięk jest coraz głośniejszy z
sekundy na sekundę, ale nie to jest niepokojące.
Chwilę po włączeniu, alarm zamilkł.
O Boże! Dlaczego włączono go i od razu wyłączono? Co się
dzieje? Czy to ci zabójcy dostali się do środka? Czy to trening? Nie, wątpię w
to, raczej powiedzieliby mi gdyby mieli zamiar zrobić trening praktyczny. Jest
tylko jedna rzecz którą mogę teraz zrobić. Wysuwam się powoli spod kołdry i
wychodzę z łóżka. Biegnę do niewielkiej komody w rogu pokoju i gwałtownie
otwieram jedną z szuflad. Na jej dnie widzę znajomy przedmiot.
Mój pistolet.
Zaciskam na nim palce czując zimny metal na swojej
skórze. Mam spocone ręce, przez co
odruchowo zaciskam mocniej dłoń na broni, kiedy sprawdzam czy jest naładowana.
Oczywiście że jest, musiałam jednak mieć pewność.
Dlaczego nikt nie przychodzi by powiadomić mnie co się dzieje?
A może… nie został tam już nikt by do mnie przyjść? Stoję przez kilka minut w
kompletnej ciszy, światła alarmowe mrugają do mnie nie pozostawiając żadnych
zastrzeżeń, że jednak coś się wydarzyło.
Co mam teraz zrobić? Mogę wyjść i sprawdzić co się stało,
ale czy to dobry pomysł…? Mogę też zostać w środku, tu w pokoju, z pistoletem
wycelowanym w drzwi i każdego kto spróbuje tu wejść, zamienić w krwawą masę na
ziemi.
ZOSTAĆ
czy
WYJŚĆ Z POKOJU?

