niedziela, 14 lutego 2016

Chapter 10 ,,The Aftermath"

Rozdziały miały być częściej, a jest tak samo jak wcześniej. Muszę ogarnąć dupę i wziąć się za to porządnie. :P

Pochyłą kursywą jest zapisany ,,sen" głównej bohaterki.
tlumacząc go, czułam się trochę tak, jakbym opisywała kuchnię lub rzeźnię Hannibala :') 

*****


 - Jak się czujesz, Katy? – przenoszę wzrok z tykającego miarowo zegara na starszą kobietę siedzącą na krześle przede mną i to na niej skupiam teraz uwagę. Moja dłoń natychmiast wędruje w kierunku głowy, gdzie czuję mocno owinięty bandaż zakrywający obrażenia na moim czole i te z tyłu głowy.
            Jest suchy, co oznacza, że rany już nie krwawią. Wydaję z siebie głęboki westchnienie pełne ulgi. Dociera do mnie nagle, że wciąż nie odpowiedziałam nic na pytanie tej babki. Obudziłam się zaledwie kilka godzin temu, leżałam w czymś w rodzaju pokoju lekarskiego. Bandaże mam owinięte wokół głowy, ręki i brzucha.
            Pamiętam jedynie jak wcisnęłam czerwony przycisk na ścianie, ale wszystko co działo się później jest osnute czarną mgłą. A teraz muszę rozmawiać z tą agentką FBI. Wygląda o wiele przyjaźniej, niż ci wszyscy faceci w garniturach, którzy zawsze mieli kamienną twarz niezależnie od okoliczności.
            Mam już doświadczenie w słuchaniu osób przychodzących do mnie by ogłosić nowe, okropne wiadomości. Akurat ta babka siedziała i czekała aż odpowiem jej typowym ,,wszystko w porządku”, zanim przejdzie do poważnych informacji.
- Mogło być lepiej – odpowiadam gorzko, będąc kompletnie szczera. Bo mogę. Nie ma potrzeby na siłę zgrywać twardej; przez to, że uciekłam  dwa razy zabójcom, wiedzą, że jestem taka. Kobieta jedynie kiwa głową, wciąż mając uśmiech na twarzy.
- Rozumiem to, naprawdę dużo przeszłaś.
            Ona to rozumie? ONA TO ROZUMIE? O czym ona do diabła mówi? Ona nigdy nie musiała uciekać mordercom, nigdy nie słyszała krzyków swoich uprowadzanych i zabijanych przyjaciół. Jak do cholery może w ogóle myśleć, że mnie rozumie?
            Kiedy ta rozmowa się skończy, ONA wróci do swojego domu, do męża, do dzieci, będzie mogła ich przytulić. Może kontaktować się z kim chce, rozmawiać z kim chce. Ja nie. Jej życie toczy się dalej, podczas gdy moje zatrzymało się w miejscu. Chcę jej to powiedzieć, chcę by odczuła, że jestem na nią zła przez to, że powiedziała iż mnie ,,rozumie”.
            Ale nie mogę.
            Dociera do mnie, że to był po prostu jej zły dobór słów, krzyczenie na nią nie zmieni mojej sytuacji. To nie jej wina, że tutaj jestem.
            Kiwam więc tylko głową, próbując się skupić na czymś innym, mimo że w moim pokoju nie ma teraz nic konkretnego na czym mogłabym skupić swoją uwagę.
- Jest coś co muszę ci powiedzieć.
            Spoglądam na kobietę, ciekawość odnośnie tego co ma mi do przekazania, przeważa szalę. Jednakże kiedy widzę wyraz jej twarzy, nie jestem pewna czy chcę usłyszeć nowe wieści.
            Mam rację, są złe.
- Przy ostatnim ataku, kiedy ten mężczyzna wyszedł z telewizora…
            Marszczę brwi na jej słowa. Skąd ona wie co się stało? Z pewnością nie mówiłam jeszcze nikomu przez kogo i jak otrzymałam te wszystkie rany i obrażenia.
- Twoja przyjaciółka Rayne. Została porwana parę minut przed tym jak on próbował zabrać i ciebie.
            I ponownie, mój świat rozpada się na milion małych kawałków. Porwano Rayne. Ostatnia z moich ocalałych przyjaciółek została uprowadzona. Ja będę następna.
            Próbuję coś powiedzieć, lecz z mojego gardła nie wydobywają się żadne słowa. Moje usta są wyschnięte na wiór, otwieram je i zamykam jak ryba wyjęta z wody. Zastanawiam się czy Rayne bała się wtedy tak samo jak ja, zastanawiam się czy również walczyła…
            Albo czy w ogóle miała szansę na jakąś walkę w swojej obronie.
            Wszystkie nadzieje na ucieczkę zabójcom na stałe prysły jak mydlana bańka.   Jeśli bez problemu mogą wejść do strzeżonego budynku to żadne miejsce nie jest już bezpieczne.
            Mam ochotę dać się ogarnąć uczuciu złości na tych ludzi, krzyczeć na nich, pytać czy zrobili naprawdę wszystko co w ich mocy by zapobiec tym wydarzeniom.
            Lecz wiem, że to robili.
- Co się stało? – pytam, krzyżując ręce na piersi i mając nadzieję, że to zmniejszy choć trochę ucisk w mojej klatce piersiowej. Jednak oczywiście, bez zmian.
            Oczy kobiety lekko się rozszerzają, wzdycha i zbiera się na odwagę by mi odpowiedzieć:
- Mamy nagranie… Kamery wtenczas wciąż działały. Chcesz zobaczyć video? – pyta z lekką niepewnością. Pewnie przez to, że to dziwne wobec mnie, że walczyłam przeciwko zabójcy wszystkim czym tylko mogłam, a teraz mam szansę zobaczyć całe zajście po raz kolejny. Tym razem z innym zakończeniem.
- Chcę to zobaczyć. – czuję jak determinacja powoli powraca do mnie. Siadam prosto, pokazując tej babce że ci zabójcy nie przerażają mnie. Oczywiście to tylko pozory, lecz chcę pokazać, że mogę być silna. A także chcę wiedzieć co dokładnie się wydarzyło, mieć pewność, że mój umysł nie spłatał mi figla, gdy widziałam kable wychodzące z TV.

****

            Stoję w pokoju sterowniczym, gdzie są nagrania z wszystkich kamer w budynku.
            Oglądam na małym monitorze video na którym z TV wysuwają się kable. Oplatają się wokół łydki mojej nic nie podejrzewającej, śpiącej przyjaciółki, Rayne, i zaczynają ściągać ją powoli w stronę krawędzi łóżka, dopóki dziewczyna się nie budzi.
            Mogę usłyszeć nawet jej krzyki i błagania o pomoc.
            Zmuszam się by obejrzeć nagranie do końca, patrzeć na to jak walczy z tym czymś, wszystkim co tylko ma pod ręką.  Zostaje gwałtownie ściągnięta z łóżka, a kolejny przewód zacieśnia się na jej nadgarstku. Próbuje je przegryźć, wciąż krzycząc po pomoc, która miała nigdy nie nadejść.
            Czuję się dziwnie oglądając to nagranie, przypominające film, realistyczny  horror. Nie mogę znieść widoku mojej przyjaciółki walczącej o przeżycie, płaczącej i błagającej o litość. Słyszę ją, dopóki kilka kabli nie zaciska się na jej ustach, szyi i biodrach.
            W końcu zostaje ,,wessana” w telewizor. Jej stopy zetknęły się z ekranem jakby były jedynie iluzją. Jej dłoń o szeroko rozpostartych palcach, rozpaczliwie wyciągnięta w kierunku drzwi, jako ostatnia znika w ekranie TV. Po tym zdarzeniu, pokój wydaje się być tak normalny jak przedtem.
            Przełykam ślinę i czuję gulę w gardle. Zakrywam usta dłońmi, to co widziałam było okropne. Ostatnia z moich ocalałych przyjaciółek została porwana. Jestem jedyną która została. Nie mogę już dłużej patrzeć na ekran, wyobrażenia porwanej Rayne wystarczająco oddziałały na mój umysł.
            Nie chcę o tym dłużej myśleć. NIE MOGĘ o tym dłużej myśleć. Jeśli chcę przeżyć, powinnam wrócić do normalnego trybu życia, muszę być silna, nawet jeśli jestem na skraju załamania nerwowego. Nie dam tym zabójcom satysfakcji, by widzieli mnie pogrążającą się w smutku i potoku własnych łez.
            Obracam się ku babce z którą wcześniej rozmawiałam, patrzę na nią nieco niewidzącym wzrokiem. Wyczuwałam na sobie jej wzrok od czasu do czasu, gdy oglądałam nagranie. Prawdopodobnie sprawdzała jak to znoszę i czy wszystko jest ok.
- Czy rodziny tych straconych strażników zostały powiadomione?
            Kobieta wydaje się być nieco zaskoczona moim pytaniem wyjętym spoza kontekstu sprawy. Nie chcę rozmawiać o swoich przyjaciółkach w tej chwili, to przyniesie mi tylko ból.
            Agentka tylko kiwa głową i posyła mi swój ciepły uśmiech, dziękując mi za moją troskę. Czuję się źle, to przeze mnie zginęli. Jeśli by mnie tu nie było, prawdopodobnie wciąż by żyli…
- Mam do ciebie parę pytań.

****

            Znów wiercę się i przewracam z boku na bok w łóżku, wewnątrz mojego małego pokoju. Wywiad ciągnął się przez kilka godzin, pytania dotyczyły w szczególności Bena i tego co do mnie mówił. Wiedzieli o wszystkim co się stało. W całym pokoju oraz na korytarzu zainstalowane były kamery, których pilnowali strażnicy, wpatrując się w nie uważnie. Przez to mogłam zobaczyć uprowadzenie Rayne.
            Powód dlaczego strażnik nie zainterweniował był prosty. Nie żył. Wisiał  na niewielkim przewodzie elektrycznym, który był opleciony ciasno wokół jego szyi.
            Jestem tak bardzo zmęczona, ale nie mogę zasnąć; boję się, coś złego się stanie tak jak ostatnio. Telewizor został usunięty z mojego pokoju, wraz z jakimikolwiek elektrycznymi rzeczami. To dla bezpieczeństwa, mówili. Wiem, że wiedzą coś więcej na temat Bena. Coś czego mi nie powiedzieli. I nigdy nie powiedzą.
            Gdy przekonuję siebie wystarczająco, że nic się nie stanie, pozwalam powiekom opaść, odpływając powoli w swoją podświadomość. 

~~
- Gdzie ja jestem? – pytam samą siebie.
            Stoję pośrodku terenu, który wygląda jak miejsce, gdzie odbywał się jakiś karnawał. Jednakże jest to teren mroczny, wyglądający na opuszczony od lat. Jedna z płacht namiotu cyrkowego jest podarta i brudna, a jej lewa strona wygląda na przeżartą przez mole lub jakieś inne insekty.
- Oh, cukiereczku, w końcu przyszłaś.
            Natychmiast się obracam i staję  twarzą w twarz z osobą z moich najgorszych koszmarów. To ten czarno-biały klaun. Wydaję z siebie cichy okrzyk przerażenia i zszokowana próbuję się cofnąć.
- Nie tak szybko. – chichocze i więzi w uścisku moje ramię. Jego palce o długich, ostrych szponach zaciskają się mocno na moim ciele, tak bym nie była w stanie uciec. Próbuję się wyrwać, jednak gdy moje spojrzenie spotyka się z jego, zamieram. Jakby w magiczny sposób moje mięsnie otrzymały wymuszenie by się rozluźnić, a cale ciało uspokoić.
- Mam ci coś do pokazania – mówi śpiewnie z nutą radości w głosie.
            Zaczyna ciągnąć mnie za sobą. Mam problemy z dotrzymaniem mu tempa, prawi potykam się o własne stopy. Dwukolorowy klaun dalej kieruje się ku wejściu do jednego z namiotów.
            Chcę krzyczeć, wyrwać się, lecz nie mogę. Nie tylko przez to, że boję się konsekwencji, ale przez to, że nie jestem w stanie uciekać. Użył na mnie jakiegoś rodzaju wpływu czy siły. Nie podoba mi się to.
            Zostaję gwałtownie wepchnięta do namiotu i niemalże ląduję boleśnie na ziemi, lecz w ostatniej chwili podpieram się rękami, łagodząc upadek. Czuję  jakiś płyn oraz coś gładkiego i miękkiego pod moimi dłońmi i kolanami. Tego rodzaju rzeczy są porozkładane na całej podłodze. Nie mogę jednak dostrzec co to dokładnie jest, w namiocie panuje zbyt duży mrok.
            Nagle do mojego nosa dociera zapach tak okropny, że nawet karaluchy by uciekały od niego gdzie pieprz rośnie. Chcę unieść dłoń i zasłonić nią usta i nos, by uchronić się przed dalszym wdychaniem tego paskudztwa, lecz dociera do mnie że mam rękę umazaną w jakimś nieokreślonym ,,płynie”, przez co żołądek wykręca mi się na drugą stronę i czuję mdłości.
            W tym momencie światła zostają zapalone, a ja mrużę oczy i unoszę ramię nad głowę by uchronić się przed ostrym, nagłym światłem wdzierającym się do moich oczu. Powoli rozwieram powieki, gdy już się przystosowuję do jasnego oświetlenia.
            Gdy widzę już co się wokół mnie znajduje, nie pragnę niczego innego niż ponownie zamknąć oczy i ich więcej nie otwierać. Wszędzie wokół mnie są… martwe ciała. Fragmenty ludzkich organów i wnętrzności są rozprowadzone po podłodze jak swego rodzaju malowidło. Wszelakie insekty gnieżdżą się w zdeformowanych trupach, które przedtem były zwykłymi, normalnymi ludźmi.
            Dociera do mnie nagle gdzie leżę, więc błyskawicznie podrywam się na równe nogi. Macham rękoma i otrzepuję ubranie, w panicznej chęci by się oczyścić.
- Podoba ci się to co widzisz? – słyszę kolejny chichot i rozglądam się. Dostrzegam tego dziwnego klauna obok trybuny, gdzie kilka krzeseł na przodzie jest zajętych przez…
            Są zajęte przez dzieci.
            Martwe dzieci.
            Wszystkie są mocno poturbowane. Jedno ma wnętrzności wylewające się i  zwisające z otwartej dziury w brzuchu, żołądek zaś jest wypchany watą cukrową. Głowa innego chłopca wygląda jak zbity wazon – fragmenty kości czaszki wystają z dziury, gdzie spoczywa mózg.
            To wygląda makabrycznie.
            Jestem jedynie w stanie patrzeć na klauna ze strachem, podczas gdy on uśmiecha się dziko od ucha do ucha. Wypuszczam głośno powietrze, gdy widzę, że się zbliża krokiem pokazującym, że domaga się respektu. Cofam się, a moje plecy zderzają się ze ścianą namiotu. Po chwili już jestem uwięziona między jego ciałem, a starą tkaniną.
- Posłuchaj mnie, Katy. Masz jeden dzień, by zgodzić się byśmy zabrali cię do nas, a nikomu nic się nie stanie, rozumiesz? Jeśli nie, skończysz tak jak ci wszyscy tu leżący ludzie, a wierz mi, oni wszyscy byli żywi, gdy ,,zabawiałem się” nimi.
            Nie pojmuję jak ten monochromatyczny facet może zmienić się z psychopatycznie chichoczącego klauna w prawdziwego, masowego mordercę w zaledwie kilka sekund.
- Oh, nie martw się, kochanie. Mam ci jeszcze mnóstwo rzeczy do pokazania.
            Zaczynam się czuć jak na haju, nie słucham już co do mnie mówi. Czuję się jakby moje ciało było ciągnięte gdzieś, jakby ktoś próbował mnie dosięgnąć i wyciągnąć stąd.
- Wygląda na to, że nasz czas dobiegł końca. Pamiętaj o naszym UKŁADZIE.
           
~~
            Gwałtownie siadam na łóżku, krzycząc głośno. Jestem cała zlana zimnym potem. Nagle wyczuwam czyjąś obecność obok mnie i obracam się, by ujrzeć jednego ze strażników. Klęczy przy moim łóżku. Nie ma okularów, przez co widzę jego zaniepokojoną twarz.
- W porządku? – pyta.
            Wolno kiwam głową, przezornie rozglądając się wokół i wypatrując jakichkolwiek oznak bytności czarno-białego klauna. Na szczęście nikogo tu nie ma. Więc to był tylko sen? Ale jak..?
            Nie jestem tym jednak zbytnio zaskoczona, skoro  na przykład widziałam jak Ben mógł sobie ot tak wyjść z cholernego telewizora. 
- Powiedz mi co się stało.

***

            Powiedziałam mu o wszystkim, każdy najmniejszy szczegół, który zapamiętałam ze swojego snu. Wkrótce zrozumiałam, że to nie był żaden wymysł. Nie, to było prawdziwe zdarzenie. Moje przeczucia się sprawdziły. Nie chcę by ktokolwiek za mnie ginął; jeśli tylko będę mogła, zapobiegnę temu.
- Wysłuchaj mnie, Katy. Zgodziliśmy się na tą pracę, widząc, że możemy skończyć w takiej sytuacji. Znamy niebezpieczeństwo i zagrożenia płynące z naszej pracy oraz wiemy, że możemy stracić życie. Jeśli nie bylibyśmy na to przygotowani, nie przyjęlibyśmy tej pracy. Ja… My robimy wszystko co w naszej mocy, by chronić cię, nawet kosztem naszych żyć. Więc nie waż się nawet myśleć o poddaniu się.
            Zaczynam czuć się nieco lepiej, po tym co powiedział do mnie ten gość. Uczucie zwątpienia i wahania przeradza się w determinację. Jestem zdecydowana by nie słuchać tych gróźb i dalej się ukrywać. Jednak jest jedna myśl, która uparcie nie daje mi spokoju.
            Jak do jasnej cholery miałabym się POJAWIĆ U NICH gdybym się na to zgodziła? Nie ma tu żadnych urządzeń elektrycznych, a jeśli umieliby przechodzić przez ściany czy coś to czemu po prostu mnie teraz nie zabiorą?
            Wyrzucam z głowy natłok myśli. Rozważanie tego tematu nie przyniesie mi nic dobrego. 

8 komentarzy:

  1. Wow...
    Wow! Co to był za rozdział *~*!
    Ten sen... Te opisy ciał, larw i tego robactwa, tych martwych dzieci... LJ mnie przeraża dużo bardziej niż Ben i Jeff razem wzięci...
    Mam czasem podobne sny gdy zobaczę za dużo horrorów ;-;... Dziwnie się z tym teraz czuję... Yhm...
    Jeeeju co będzie dalej? Ale ja się na tym stresuję... W sumie to chyba dobrze, czasem dreszcz jest potrzebny ;D
    Czekam na następny rozdział *.* i powodzenia w "ogarnianiu życia" XD też będę musiała kiedyś podjąć to wyzwanie... Ale leżenie bez celu na kanapie jest taaakie przyjemne :v XD
    Nie no, spokojnie. Mam czas, to na rozdział poczekam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wez, komu Ty to mówisz... xD Próbowałam zwlec tyłek z kanapy na jakiś trening, ale nieee, bo ,,pogoda zła". Mgła taka, że nie widać nic w promieniu kilku metrów, trening się odkłada, za to idę tłumaczyć następny rozdział ^^
      LJ nie jest taki zły, Jeff jest gorszy :D Chyba najbardziej przystępny z nich jest Hoodie, z tego co zdążyłam wyczytać :p
      Dreszczyk musi być, zwłasza jeśli jest to opowiadanie o creepypastach ^^

      Usuń
    2. A u mnie pada jakże motywujący deszcz i niebo zasnute jakże pięknymi chmurami ;-;. Ale to w sumie dobrze, moje życiowe nieogarnięcie wytłumaczę złą pogodą :v XD.
      Jeff jeszcze gorszy?!
      O nie...
      Będzie się działo :D
      Teraz jeszcze bardziej zniecierpliwiona będę oczekiwała nowego rozdziału *^*.
      Powodzenia ^^!

      Usuń
  2. Uuuuuu...Teraz to już się na dobre rozkręca wiedzę ^-^ jest ten dreszczyk :D czekam na dalszy rozwój wydarzeń ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bedzie jeszcze lepiej ^^
      Uwaga, news: ten fanfick bedzie miał prawdopodobnie 4 wersje zakończenia. xD Tak przynajmniej zapowiedziała autorka :D

      Usuń
  3. Uuuuuu...Teraz to już się na dobre rozkręca wiedzę ^-^ jest ten dreszczyk :D czekam na dalszy rozwój wydarzeń ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy to normalne, że ta scena z martwymi ciałami bardzo mi się podobała?
    Ciekawe jak akcja potoczy się dalej =^.^=
    Kiedy to czytam u mnie pada i nic mi się nie chce, a jutro trzeba będzie iść do szkoły. No cóż, trzeba to jakoś przeżyć -_-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobała się? To dobrze, bo takich podobnych będzie coraz więcej :P
      Jak się potoczy dalej? Powiem tyle,że zaraz już się zacznie NAPRAWDĘ dziać... ^^
      Łączę się w bólu, ja idę jutro na 4 godziny dodatkowego angielskiego. ._.

      Usuń