środa, 27 stycznia 2016

Chapter 7 ,,Still unsafe"


Już po egzaminach, został jeden mało ważny :D Psychologia zdana na 4.5, to najwazniejsze :D
No to lecimy, let the hell begin... ^^

UWAGA!!!
Rodział zawiera wulgarny język, bądźcie przygotowani! 
****
            Minęło już 6 dni, odkąd jestem zamknięta w tej dziurze. Mogę jedynie oglądać telewizję i siedzieć na Internecie. Tylko kilka stron jest dostępnych, nie mam pozwolenia na logowanie się na jakieś poza nimi. Jeśli mam potrzebę skorzystania z łazienki, muszę zapukać dwukrotnie w drzwi. Po drugiej stronie czekają strażnicy, którzy mają za zadanie eskortować mnie w drodze tam i z powrotem. 
            Mogę otworzyć drzwi od wewnątrz, jednak z zewnątrz może je otworzyć jedynie osoba, która posiada specjalną kartę. Jest tu także wielki czerwony przycisk na ścianie tuż obok telewizora. To przycisk alarmowy. Niby w jakiej sytuacji miałabym go użyć?
            Jeśli ten zabójca chciałby wejść do tego pokoju, musiałby zabić wszystkich strażników po kolei. Uruchomienie alarmu nie zwróciłoby im życia w jakiś magiczny sposób; nikt by nie przyszedł mi na ratunek, mam rację?
            Wzdycham, przechadzając się po swojej ,,celi”. Przed chwilą brałam prysznic i  wróciłam z łazienki. Desperacko potrzebuję snu. Przez nic nie robienie stałam się jeszcze bardziej leniwa, więc jeszcze szybciej robię się senna.
            Otwieram szafę i wyjmuję jakieś ciuchy do spania. Moja matka pomogła mi się spakować, po tym jak nagle dostałam tamte wytrącające z równowagi wiadomości. No i oczywiście spakowała mi TE ubrania do spania. Koronkowe koszule nocne, które kupiła mi ze słowami ,,to na czas gdy będziesz mieć w końcu chłopaka”. Nie mam nic przeciwko, są bardzo ładne, jednak do spania wolę jak na razie coś luźniejszego.
            Szukam jakiejś zwykłej koszulki, lecz oczywiście nie mogę żadnej znaleźć. No fakt… Tą jedną jedyną, którą wzięłam, zaniosłam do pralni. Wzdycham i wygrzebuję stary, ciemny top. Jest trochę obcisły i sięga mi nieco powyżej pępka.
            Po chwili jednak wzruszam ramionami. Nie zamierzam tu nikomu imponować ani dla kogoś się stroić.
            Szybko pędzę do mojego starego, ale wygodnego łóżka i wsuwam się pod kołdrę. Biorę laptop i uruchamiam go. Decyduję się przejrzeć parę stron i znaleźć jakąś grę albo komedię do obejrzenia.
            Jednakże dociera do mnie, że dawno już nie sprawdzałam swojej skrzynki mailowej. Nawet jeśli nie mam pozwolenia na pisanie do kogokolwiek bez Ich wglądu w każde moje słowo i wiadomość, nie mówili nic o czytaniu czy przejrzeniu maili. Rzucam szybkie spojrzenie na wciąż zamknięte drzwi. Raczej nikt nie wchodziłby bez pukania, prawda?
            Szybko wpisuję adres strony i loguję się. Małe kręcące się kółko, załadowujące stronę, przeciąga logowanie. Pewnie mam pocztę zawaloną wiadomościami, między innymi tymi od znajomych ze szkoły.
            Kiedy w końcu strona się załadowała, dostrzegam, że mam 19 nie przeczytanych e-maili, większość jak się domyślałam jest od ludzi z klasy. Uśmiecham się do siebie, gdy otwieram jedną z pierwszych. Widzę, że jest od Kim, chodzę z nią na niektóre zajęcia.

~~,,Droga, Katy, jak się masz? Nie było cię kilka dni, mam dla ciebie pracę domową. Z książki ,,Historia Ludzkości” musisz przeczytać strony od 103 do 125. A,  nie zapomnij pominąć strony 118!”

            Mój uśmiech poszerza się, gdy widzę jak wysiliła się i podała mi pracę domową bym nie miała dużych zaległości. Wysyłała mi wiadomości każdego dnia, nawet jeśli nie otrzymała żadnej odpowiedzi.
            Przechodzę do następnego e-maila; jest to jakaś reklama szamponu do włosów. Żałuję, że podałam swój email tamtej babce z drogerii. Kasuję wiadomość, więc wyrzuca mnie automatycznie do poprzedniej, tą z pracą domową od Kim. Idę znów do następnej, klikając ,,next”.
            I wtedy mój beztroski nastrój rozpływa się w mgnieniu oka, a zalewa mnie mieszanina dezorientacji i strachu. Mam w skrzynce email z nieznanego adresu. Kolejna reklama? Dostaję je co rusz, jest w nich informacja, że ktoś z listy moich znajomych wygrał ostatnio iphone’a, a ja mogę dostać to samo, wystarczy tylko kliknąć w link. Musieliby być idiotami, jeśli sądzą, że ktokolwiek się na to nabierze. Dla przykładu, mówili, że Sandy wygrała iphone’a jakieś 6 razy, ale gdyby ją o to spytać nic by o tym nie wiedziała.
            Jednak tym razem, tekst wiadomości przedstawiał coś zupełnie innego…

~~,,Czy. Mogłabyś. Na. To. Łaskawie. Spojrzeć? Myślisz, że możesz się chować przede mną, Laleczko? Naprawdę wierzysz w to, że jakaś żałosna ludzka organizacja może cię ochronić? Jeśli masz taką potrzebę to się chowaj! Ukrywaj się tak jak robiły to Twoje przyjaciółki. Nie skończyło się to jednak dla nich dobrze, nieprawdaż? Myślisz, że Cię nie znajdę? To po prostu urocze. Bądź przygotowana, Katy, bo zamierzam sprawić byś płakała i krzyczała głośniej niż Twoje drogie, zaginione przyjaciółki.”

            Oddech zamiera mi w gardle, desperacko wbijając się w płuca i szukając ujścia. Jednak nie mogę się rozluźnić. Nie mogę spokojnie oddychać. To zbyt wiele! Jak on się dowiedział? Czy moi rodzice są bezpieczni? Zaciskam pięści i zagryzam usta, wciąż wgapiając się w ekran.
            Dlaczego to wszystko spada na mnie?
            Decyduję się na coś odważnego, na coś przed czym byłam ostrzegana. Jednak chcę odpowiedzi, odpowiedzi, której tylko on może mi udzielić. O konsekwencjach pomyślę później, teraz chcę jedynie znać odpowiedz na pytanie „dlaczego…?”. Klikam „odpowiedz” i po chwili mam gotową wiadomość:

~~,,Dlaczego to robisz? Czego ode mnie chcesz?”

            Klikam ,,wyślij” i czekam, nie wstrzymując powietrza w płucach, lecz  pozwalając sobie na krótkie urywane oddechy, wciąż wpatrując się w ekran. Nie ośmielam się chociażby mrugnąć, by nie przegapić czegoś ważnego. Czuję jak kropelki potu powoli formują się na moim czole, wzrok wciąż mam wbity w ten przeklęty laptop.
            Nagle rozlega się cichy dźwięk, a moje oczy szerzej się otwierają, gdy widzę nadejście kolejnego maila. Znów z tego nieznanego adresu. Nie obchodzi mnie już czy strażnicy zza drzwi słyszą mnie czy nie; i tak się o tym wszystkim dowiedzą.

~~,,Dlaczego? Czego od Ciebie chcę? Oh, moja droga, czy to nie jest ani trochę oczywiste? Chcę Cię po prostu zaprosić na miłe spotkanie, takie wyjście na przykład  na lody. Myślisz, że jesteś zabawna czy naprawdę jesteś aż tak cholernie głupia? Chcę widzieć Twoje łzy i uniżenie przede mną. Chcę widzieć Twoje żałosne ludzie ciało u mych stóp, obserwować jak strach i szaleństwo powoli ogarniają Twój umysł. Chcę widzieć rozpacz. Czy tyle Ci wystarczy, słodziaku? Czy może chcesz abym dał Ci jeszcze więcej przykładów i szczegółowych opisów co zamierzam z Tobą zrobić?”

            Czuję ucisk w brzuchu, kiedy to czytam. Czy właśnie to stało się z moimi przyjaciółkami? Tak potoczy się mój los? Będę torturowana przez tego psychopatę aż do śmierci, dopóki całkowicie nie zadowoli go mój ból, a śmierć będzie wydawać się jedynym ukojeniem? Czytam wiadomość po raz kolejny… i jeszcze raz, dopóki słowa nie zaczynają wirować w moim umyśle.
            Jestem okropnie przerażona, jednak nie chcę uciekać. Nie będę wzywać znów FBI, nie dam im odebrać sobie także laptopa.
            Nawet jeśli to byłoby dla mnie najlepsze wyjście.
            Nienawidzę go, nienawidzę, nienawidzę tego gościa z całego serca. Chcę wysłać mu wiadomość z informacją gdzie może sobie wsadzić te swoje groźby i jak popieprzony jest, nie ma życia i powinien umrzeć okropną śmiercią. Zamiast tego decyduję się na sfrustrowanie go jeszcze bardziej przez wypomnienie mu faktu, że wciąż skutecznie się przed nim chowam. 

~~,,Pieprzę Cię. Nie znajdziesz mnie, jestem tu bezpieczna. Jeśli spróbujesz zrobić choć jeden krok do wnętrza budynku w którym jestem, Twoja psychiczna głowa zostanie w końcu skutecznie przestrzelona na wylot. Chodź, no dalej, spróbuj tylko!”

            Złość którą wyładowuję na klawiaturze sprawia, że niektóre przyciski aż się zacinają. Chcę pokazać mu, że nie jestem przerażona, że nie potrzebuję FBI by posprzątać po sobie cały ten bałagan. Ponownie czytam swoją wiadomość słowo po słowie i w końcu klikam ,,wyślij”,
            Odpisanie, nie zajęło temu skurwielowi  dużo czasu. Klikam w ikonkę wiadomości. Głowę mam uniesioną jakbym wciąż jeszcze wierzyła w moje zwycięstwo w tej grze. Chcę widzieć jego wkurwioną twarz, gdy będzie czytał tą wiadomość. Jego odpowiedz pewnie jest przesiąknięta wulgaryzmami pod moim adresem.
            Nie mogłam się bardziej pomylić…

~~,,Myślisz, że jesteś naprawdę kurewsko genialna, prawda? Mogę jedynie im powiedzieć niech wypalą w moim kierunku każdą kulę jaką mają, a co do Ciebie… Mogę jedynie orzec jak dobrze leży na Tobie ten obcisły, czarny top, Laleczko. Pasująca kolorem bielizna też nie wygląda źle, jednak wolałbym raczej zobaczyć Cię bez niej. Jesteś naprawdę irytująca, wiesz? I w dodatku mówisz mi ,,pieprzę Cię”… Testujesz moją cierpliwość, słodziaku.”

            Cała euforia ulatuje ze mnie, zostaje momentalnie pochłonięta jakby przez czarną dziurę, na jej miejsce wkracza strach. Unoszę się czujnie i wstaję, rozglądając się dookoła za czymś nienaturalnym co przykuje moją uwagę. On nie mógł nic widzieć! Nie może wiedzieć co aktualnie mam na sobie!
            A może jednak…?
            Nie, niemożliwe! Jednakże…Nie mógł sobie przecież tego ot tak zgadnąć. W jaki sposób mógł się dowiedzieć?
            Obracam głowę w lewo, w prawo, oglądam się za siebie, lustrując wzrokiem każdy zakamarek pokoju. Nikogo nie ma.
            Wtem słyszę kolejny dźwięk sygnalizujący nadejście następnej wiadomości. Nie chcę spojrzeć na ekran, boję się, że to co tam zobaczę przyprawi mnie o atak serca.
            Gęsia skórka pojawia się na moim ciele. Przełykam wolno ślinę i zbliżam się do laptopa zerkając na wyświetlacz. Kładę dłoń na klawiaturze i po chwili znajduję w sobie dość odwagi, by kliknąć ,,next”

~~,,Nie jesteś chyba tym zbytnio dotknięta… W takim razie podzielę się z tobą jeszcze jedną informacją... Widzę Cię.”  

TRZASK!
            Kończe to szaleństwo z chwilą zatrzaśnięcia laptopa. Nie chcę czytać wiadomości od niego, nie chcę dawać mu tej satysfakcji i pokazywać jak bardzo się boję, jak bardzo czuję się pokonana…Chwytam się za głowę i potrząsam nią by wyrzucić z niej cały strach i zbędne myśli.
            Przecież wiedziałam, że muszę robić to co mi powiedzieli. Nie słucham się, nigdy nie słucham. No i teraz mam. Do czego mnie to doprowadziło… Zapędził mnie w kozi róg, teraz tańczę jak mi zagra. Jeśli nie weszłabym na tego maila, nie zobaczyłabym w ogóle tych wiadomości i nie musiałabym na nie odpowiadać.
            Nie, dostarczenie sobie cierpień nie jest dobrym rozwiązaniem.
            Biorę laptop, jednym mocnym szarpnięciem wyciągam wszystkie przewody i unoszę sprzęt w ramionach. Podchodzę do drzwi i pukam w nie kilka razy.  To głośne, ostre walnięcia. Kontynuuję, dopóki drzwi nie otwierają się, ukazując zaalarmowanych strażników FBI.
            Gwałtownie mijają mnie, wdzierają się do pomieszczenia z bronią w gotowości. Rozglądają się po pokoju, a gdy dociera do nich, że wszystko jest w porządku, i że nie ma tu nikogo poza mną, uspokajają się.
- Co się stało? – pyta jeden z nich, szybko podchodząc do mnie, kiedy zauważa mój  zszokowany wyraz twarzy. Ja jedynie wyciągam ku niemu swój laptop i próbuję sklecić jakkolwiek jasno brzmiącą wypowiedź.
- J-j-ja dostałam maile…
            I te słowa wystarczyły by stwierdzić, że sytuacja jest nieciekawa. Jeden z nich szybko bierze ode mnie laptop i kiwa głową w stronę drugiego strażnika, po czym opuszczają mój pokój. Trzeci z nich staje tuż przede mną i kładzie obie dłonie na moich ramionach; potrząsa mną lekko bym otrząsnęła się i wróciła na ziemię.
- Powiedz mi co się stało.

****

            Jestem zaskoczona – agent FBI nie jest na mnie ani trochę zły, kiedy opowiadam mu co się stało. Jedynie słucha uważnie i notuje co poniektóre informacje. Zmniejsza mój strach, mówi mi, że nie jest możliwe by ten zabójca był tutaj, prawdopodobnie włamał się  jakimś sposobem do mojej kamerki internetowej. To by wyjaśniało fakt, że wiedział co akurat mam na sobie.
            Jednak wciąż czuję niepokój…
            Agent mówi mi żebym trochę odpoczęła i zostawia mnie samą w ciemnym pokoju. Słucham się go i wchodzę pod kołdrę. Nie ma jednak mowy bym zasnęła po tym co tu zaszło.
            To już zbyt wiele jak na mnie…
            Trudno mi w to uwierzyć, że on mógłby się jakoś włamać do mojej kamerki internetowej. Pamiętam co powiedział ten gość z FBI na zebraniu. Te stworzenia nie są normalne, plus mają umiejętności, których nie posiadają zwykli ludzie. Co jeśli on wszedł do środka omijając jakoś strażników? Co jeśli umie przechodzić przez ściany?
            To brzmi naprawdę głupio, ale w sumie wszystko jest możliwe.
            Po kilku chwilach głębszych przemyśleń, w końcu znajduję wygodne miejsce i układam się do snu. Już powoli odpływam, jednak momentalnie rozbudzam się, gdy kolejna rzecz przechodzi mi przez myśl. Jednak obija się mi w umyśle coraz słabiej i słabiej, aż w końcu czuję jak znów odlatuję w bardziej przyjemną senną rzeczywistość.
            Lecz nagle… czuję COŚ ocierającego się o moją nogę. 



*********************************************

no i teraz się zacznie... :D

5 komentarzy:

  1. TA KOŃCÓWKA... WOW!!!!!!
    Epicki rozdział, zacznie się teraz ostra jazda...
    Cieszę się że przetrwałaś te egzaminy i że dobrze poszły :D, mam nadzieję że ten ostatni też będzie udany :3!
    Proszę, wstawiaj jak najszybciej następne notki, bo ta była przeepicka! Te maile... Ale najlepsza końcówka *.*! Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po przeczytaniu końcówki czuję ogromny niedosyt!Czekam na więcej!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że czytelników przybywa
    :-)
    Czekam na nexta i życzę powodzenia we wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam, i powodzenia na ostatnim egzaminie! ;)

    OdpowiedzUsuń