sobota, 23 stycznia 2016

Chapter 6 ,,Protected".


Dzięki za komentarze :D
Jestem zmordowana, więc rozdział może miec parę błędów..
**********

            Wydaję z siebie głośne westchnięcie kiedy wyglądam przez okno. Obok mnie siedzi kierowca; to ten facet z FBI. Zabrał mój telefon, by przebadać go, kiedy już dotrzemy do jego biura. Nie powiedział mi dokąd dokładnie jedziemy. Ani jak długo tam pozostanę. Oznajmił mi tylko, że to wszystko jest dla mojego bezpieczeństwa.       Cieszę się, że rodzice jadą ze mną.
- Już jesteśmy. – słyszę i prawie podskakuję kiedy facet z FBI niespodziewanie się odzywa. Dostrzegam wielki budynek, a przed nim tablicę z napisem ,,centrum dystrybucji”. Unoszę brew i obracam się w stronę kierowcy. Serio? Dlaczego mnie zabrał do jakiegoś magazynu?
            Jedziemy dalej, aż dojeżdżamy do rampy, która prowadzi na ogromny podziemny parking. Zjeżdżamy trzy piętra w dół, gdzie w końcu się zatrzymujemy. Mężczyzna wysiada z samochodu, bierze moją torbę podróżną z bagażnika i otwiera mi drzwi od strony kierowcy.  Wysiadam z samochodu wraz z rodzicami.
- Chodźcie za mną. – to jedyne co powiedział mężczyzna, w międzyczasie lustrując wzrokiem najbliższe otoczenie. 
            Idę za nim; chwilę potem znajdujemy się w windzie. Dostrzegam, że jedziemy dwa piętra w górę. Drzwi otwierają się i zostaję powitana przez tłum ludzi w uniformach z telefonami, jakimiś papierami, teczkami i podkładkami do pisania w rękach. Hm? To naprawdę jest jakiś magazyn… Mężczyzna gdy tylko drzwi windy się otworzyły, ruszył naprzód zapewne oczekując, że pójdę za nim. Kontynuujemy wędrówkę przez korytarze, różne sale i schody oraz przechodzimy przez mnóstwo drzwi. Mam wrażenie, że trwa to wieki, a realnie rzecz biorąc: przynajmniej kilka godzin. W końcu dochodzimy do wielkich drzwi, przy których stoją dwaj uzbrojeni strażnicy.
            Mężczyzna prowadzący nas podchodzi do pilnowanego wejścia i pokazuje swoją wizytówkę. Strażnik kiwa tylko głową i przepuszcza go do drzwi. Podchodzi i kładzie dłoń na czytniku, który po chwili rozświetla się zielonym blaskiem, a wrota otwierają się.
            Cóż, teraz już wiem że to nie jest po prostu jakiś zwykły magazyn. To tylko przykrywka. Tak naprawdę to kwatera główna FBI.
            Gdy drzwi zamykają się za mną, mężczyzna odzywa się:
- Przepraszam, ale te wszystkie środki ostrożności są konieczne, mogliśmy być śledzeni. – mówi i prowadzi mnie przez kolejne drzwi i korytarze. W końcu zatrzymuje się przy jednych i otwiera je. W pokoju znajduje się kilka krzeseł, natomiast z tyłu prawie całą ścianę zajmuje wielki biały ekran.
            Na jednym z krzeseł siedzi Rayne razem ze swoimi rodzicami. Dostrzegam, że jest tu więcej ludzi – rodzice Sandy, Farah, Mandy i Loli. Jestem zszokowana tym, ze ich tu teraz widzę. Wyglądają jakby nie spali od miesięcy. W sumie to normalne; przecież niedawno stracili własne dzieci i nie mają pojęcia co się z nimi aktualnie  dzieje.
            Przed wielkim ekranem staje mężczyzna i gestem nakazuje mi i moim rodzicom byśmy usiedli. Kiedy zajmujemy miejsca, drzwi się zamykają, a zebranie się rozpoczyna.
- Witam, nazywam się Peter. Pracuję w FBI, w szczególności zajmuję się konkretnym przypadkiem. Dotyczy on morderców, którzy porwali państwa dzieci.
            Słyszę jak czyjaś matka wydaje z siebie szloch, jednak mężczyzna ignoruje to i mówi dalej:
- Jak zauważyliście, to nie jest zwykły magazyn, jest to siedziba główna FBI. Centrum dystrybucyjne to tylko ,,przykrywka”.
            Oh, naprawdę, inteligencie? No nie domyśliłabym się, w życiu.
- Przyprowadziłem was tu, ponieważ muszę udzielić wam paru informacji… Oraz uchronić ostatnie dwie osoby które przeżyły, Katy i Rayne, przed porwaniem. – ręką wskazuje najpierw na mnie, potem na moją przyjaciółkę. – Jednakże to może być trudniejsze niż się wydaje. Nie mówimy tutaj o normalnych seryjnych zabójcach. Ci mordercy są na naszym celowniku od lat. Znamy ich nazwiska, opis… Ale nie zdołaliśmy ich nigdy złapać.
            Słyszę jak ktoś coś mruczy za mną. To było naprawdę konfundujące. Wiedzą kim są zabójcy i ich jeszcze nie aresztowali?
- Jeśli wiecie kim są, to czy nie możecie opublikować ich wizerunku? – słyszę jak ktoś zadaje pytanie; to matka Sandy.
            Mężczyzna jedynie kręci przecząco głową, a ja mogę praktycznie wyczuć jego smutek i bezradność.
- Niestety, to nie jest takie łatwe… Pozwólcie mi jednak wyjaśnić z kim mamy do czynienia. – mówi i odsuwa się od ściany.
            Po chwili ekran rozświetla się, a ja mogę zobaczyć na nim kolaż zdjęć bardzo znajomej dla mnie osoby.
            To był On.
            Ten ,,smiley-killer”.
            Po prawej znajdowało się jego największe zdjęcie, gdzie wyraźnie było widać nieludzkie cięcia na jego policzkach. Szkic został prawdopodobnie zrobiony z pomocą  świadków jego zbrodni. Obok znajdowały się różne zdjęcia: z tyłu, z boku; pewnie  zrobione przy jakiejś jego ucieczce. Jako ostatnie wyświetlone zostały zdjęcia z miejsc  przestępstw; każde pokazywało wszystkie szczegóły, obraz przesiąknięty był przemocą i krwią. 
            Na górze widniało nazwisko: „Jeffrey Woods”.
- Ten mężczyzna jest zabójcą, który włamał się wtedy do waszego domu. Jego prawdziwe imię to Jeffrey Woods, jednak on woli sam siebie nazywać Jeffem The Killer.  Stał się szalony, przez co zabił całą swoją rodzinę. Od tamtej pory zabija niewinne osoby. Jednakże nigdy nie spotkałem się z taką sytuacją jak ta…Przez całe 25 lat szukania go.
            W tym momencie zamieram, alarmowe kliknięcie rozbrzmiewa w mojej świadomości. Szukają tego gościa od 25 lat, a nawet nie zbliżyli się choćby o krok do aresztowania lub  zabicia go?! Szokuje mnie jednak bardziej coś innego i nie mogę się powstrzymać żeby się nie odezwać:
- Nie może być! Kiedy go widziałam, on wyglądał na jakieś 19 lub 20 lat! Musicie go szukać od max 10 lat!  - prawie krzyczę, a za chwilę czuję jak moja mama kładzie dłoń na moim ramieniu, próbując mnie uspokoić.
            Wiem, że to nie może być prawda. Nawet jeśli ten gość jest starszy niż wygląda, nie mógłby wymordować całej swojej rodziny kiedy miał trzy lata, prawda?
            Mężczyzna stoi z dłońmi złożonymi za jego plecami, czekając aż skończę.
- Twoja sugestia każe mi przejść do następnego punktu. On nie jest normalnym zabójcą, nie jest też normalnym człowiekiem. Poza ludźmi, na Ziemi żyje jeszcze jedna rasa. Na nich bazowane są legendy i opowieści historyczne; niestety są prawdziwe. Ci osobnicy są nazywani Creepypastami.
            Słyszę jak wszyscy w pokoju gwałtownie wciągają powietrze. Opadam na krzesło. Co to ma być? Jakiś cholerny ,,zmierzch”?! Jakoś ciężko uwierzyć mi w to całe gówno. Nie ma kurwa mowy, żeby z nami na ziemi żył jeszcze ktoś, o kim nie mamy w ogóle pojęcia.
            W tym czasie FBI robili wszystko, żeby odciągnąć każdego od poznania prawdy. Wiem przecież jak łatwo mogliby się włamać do jakiegokolwiek  komputera, telefonu, nawet do domu. Może współpracowali też z kimś kto również musi być na bieżąco z informacjami? Dziennikarz czy ktoś…?
- My, jako FBI, poszukujemy tych stworzeń od lat. Doszliśmy do wniosku, że normalna broń nie może ich zabić. Strzelaliśmy w parę Creepypast, mogliśmy zobaczyć jak pociski przeszywają ich ciało. Jednak oni nie umarli. Mają oni także dodatkowe, nieludzkie umiejętności.
            Cały pokój jest pogrążony w ciszy gdy facet przestaje na chwilę mówić. Ja sama nie mam pomysłu co mogłabym powiedzieć lub nawet co o tym wszystkim myśleć. To całe zebranie dużo wyjaśnia, ale…
- Mamy nawet dowody. Zachęcam, by wszyscy tego posłuchali. Wszystko jest prawdą. Powiedz mi Katy, jak ten klaun wszedł do waszego domu? – oczy mężczyzny lądują na mnie, a ja rozglądam się chwilę wkoło jak zagubiona, spłoszona sarna, zanim biorę się w garść i unoszę głowę.
- O-On wyszedł z… chmury dymu. – odpowiadam, a mężczyzna kiwa głową. Opuszczam wzrok, to brzmiało tak głupio, nie mówiłam o tym nawet swoim rodzicom. Ludzie w pokoju znów wydają z siebie lekkie okrzyk zaskoczenia, a ja wiem, że właśnie próbują sobie zobrazować to co przed chwilą powiedziałam.
            Uwierzyli mi?
- Czy obok były drzwi albo okno, przez które się mógł wślizgnąć niezauważony?
            Myślę nad tym przez chwilę, ale definitywnie nie przypominam sobie niczego takiego. Nie było nic. Kręcę przecząco głową, a mężczyzna wydaje z siebie cichy gwizd.
Pokój znów jest pogrążony w kompletnej ciszy.
            Wierzę w to co opowiada ten facet. To wszystko wyjaśnia  dlaczego ci zabójcy tak szybko znaleźli nasze telefony oraz to jak opuścili nasz dom niezauważeni.
- Dobrze więc… Rozumiem, że wiele się wydarzyło tamtej nocy… Smutek i żałość gdy ktoś drogi nam ginie jest niewyobrażalny… Ale przez to mogłaś widzieć też rzeczy które nie istnieją.
            Zszokowana, odwracam się w kierunku ojca Sandy.
            Czy on powiedział właśnie, że kłamię? Że sobie ubzdurałam to, że widziałam wszystkie te rzeczy? Do diabła! W rzeczy samej było to wydarzenie tragiczne, faktycznie bardzo bolesne, ale nie zaprzeczę temu co widziałam tamtej nocy. To nie jest jakiś głupi figiel jaki spłatał mi mój umysł.
- Też to widziałam, jak my wszystkie. Nazwiesz nas obie, a także swoją córkę, kłamcami? – pyta Rayne, jej oczy są zaczerwienione od płaczu.
            Patrzy na ojca Sandy z niedowierzaniem, lecz on zachowuje kamienną twarz. Wiem, że się tak zachowuje tylko dlatego, że nie chce uwierzyć w to co się dzieje.
- Jeśli nie dowierzasz słowom świadków, to może zapytaj o całą sytuację jedną z osób tu zgromadzonych, która szukała tych kreatur przez pewien okres czasu.
            Cisza ogarnęła całą salę.  Bezdźwięk jest tak przytłaczający, że niemal boleśnie odczuwalny w naszych uszach.
            Podświadomie skupiam uwagę na ojcu jednej z dziewczyn. Mężczyzna niechętnie wysunął się z tłumu i wskazał na siebie drżącymi dłońmi. To był tata Loli.
- D-dokładnie to ja poszukiwałem tych tak zwanych ,, Creepypast” przez jakiś okres czasu. Niestety ale naprawdę są one prawdziwymi istotami. Udało nam się nawet schwytać jednego z nich, martwego. Sądzimy, że zabił go inny Creepypasta. Badaliśmy budowę i teksturę jego ciała, jego organy… Oni są tacy sami jak my, jednakże ich wewnętrzny zegar nie pracuje… Naprawdę nie mogę zdradzić więcej szczegółów bez narażania mojej grupy na niebezpieczeństwo.
            Ojciec Sany całkowicie zaplątuje się w słowach. Gdy kończy, siada i  odchyla się na oparcie krzesła z płonącymi czerwienią policzkami. Jestem w stani jedynie patrzeć na tego mężczyznę w szoku. Nigdy bym nie pomyślała że ojciec Loli pracuje nad tego rodzaju zadaniami, nigdy bym się tego po nim nie spodziewała…
- Mogę zadać jedno pytanie?
            Obracam się, by zobaczyć kto się odezwał. Widzę zawsze spokojną i zorganizowaną matkę Farah z uniesioną do góry ręką, pytającą o pozwolenie by zabrać głos. Mężczyzna w garniturze jedynie kiwa głową i gestem nakazuje jej aby zaczęła mówić.
- Czy to możliwe że zniknięcie naszych córek ma związek z twoją firmą?
            Wszyscy ludzie w  pomieszczeniu zdają się być ogarnięci szokiem, po usłyszeniu pytania. Nawet nie przeszło mi to przez myśl! Czy to naprawdę mogłoby mieć z tym jakiś związek? Ojciec Loli również wygląda na zszokowanego, prawdopodobnie tez o tym wcześniej nie pomyślał.
- To niemożliwe! Moja córka nic o tym nie wiedziała. Myślała, że pracuję nad nowym specyfikiem medycznym. Helen też nie była niczego świadoma, aż to teraz! – mówi, wskazując na swoją żonę siedzącą obok niego. Prawie mogę wyczuć bijące od niego zdenerwowanie.
- Nie możemy dokładnie powiedzieć jakie skutki przyniesie to wszystko, jedyne co teraz wiemy to tylk oto kim są. Przypuszczamy także, że jest więcej Creepypast. To by wyjaśniało te wszystkie tajemnicze zaginięcia ludzi których nigdy nie odnaleziono. – mówi mężczyzna przebiegając wzrokiem po Sali, tak jakby prześwietlał wszystkich samym spojrzeniem.
            Jest zbyt dużo informacji do rozpracowania, próbuję sobie ułożyć w głowie to wszystko co powiedział ten gość. Jednak nawet jeśli odtwarzam w pamięci każde słowo usłyszane od agenta FBI, zdaję sobie sprawę, że wciąż nie otrzymałam odpowiedzi na najważniejsze pytanie.
            Pytanie, które zajmuje mi całą powierzchnię umysłu, rozbrzmiewa w mojej głowie przez każdą sekundę zebrania i każdą minutę dnia po pamiętnym incydencie. Po tym jak moje ciało i umysł zostały ogarnięte przez te monstrualne kreatury.
- Dlaczego? – wyrzucam z siebie, mój głos jest ledwo słyszalny.
            Mężczyzna odwraca się ku mnie i patrzy na mnie przez swoje ciemne okulary.
- Hm? – pyta, co odbieram jako sygnał, że nie zrozumiał o co mi chodziło.
            Zaciskam pięści, moje kostki nadgarstka bieleją. Po chwili unoszę głowę. Kilka kosmyków brązowych włosów opada mi na twarz, lecz teraz nie zwracam na nie kompletnej uwagi. Chcę w tej chwili jedynie odpowiedzi. Patrzę spod opadających włosów na mężycznę i przełykam ślinę by tym razem móg głos był głośniejszy i bardziej wyrazisty niż przedtem.
- Dlaczego?! – w moim głosie da się słyszeć aż namiastkę zwierzęcego warknięcia; brzmi to jak błaganie i alarmująca prośba w jednym.
- Dlaczego my? Dlaczego oni przyszli akurat po nas? Po im taki wyczyn? – pytam ponownie, a mój wzrok staje się rozmyty, gdy słonawy płyn zbiera się w kącikach moich oczu, a chwilę później czuję jak spływa po moich policzkach.  Mężczyzna jedynie stoi w bezruchu, aż nagle przekrzywia lekko głowę i odpowiada:
- Nie wiemy tego. Jak już powiedziałem nie spotkałem się z takim przypadkiem w całej mojej karierze. Mogę jedynie zagwarantować, że doprowadzimy tą sprawę do końca. A teraz otoczymy Cię kwarantanną. W trybie natychmiastowym.

***
- Wszystko będzie dobrze, skarbie – pociesza mnie moja mama, obejmując mnie ramieniem.
            Zostałam umieszczona w czymś w rodzaju bunkra bez okien oraz żadnym kontaktem ze światem zewnętrznym. Stoi tu metalowe łóżko z pościelą, która wyglądała jakby nie była używana od II wojny światowej, niewielki telewizor, bardzo mała komoda, obok niej biurko i nieduży stół znajdujący się na środku pomieszczenia.
            Całe szczęście, że wzięłam ze sobą laptop. Mam przynajmniej to skoro nie mogę mieć z nikim kontaktu przez jakiś czas.  Tak, moi rodzice wprawdzie byli tu teraz, ale niestety niedługo będą musieli się zbierać.  Nie mają zezwolenia na odwiedzenie mnie, ponieważ każda informacja odnosząca się do mnie, przechwycona przez nie pożądane osoby, może mi naprawdę zaszkodzić. Mogę jednak do nich dzwonić lub pisać wiadomości czy e-maile, jeśli tylko były pod ścisłym monitoringiem ludzi z wewnątrz.
            Jeśli wiedzieliby o mojej dokładnej lokalizacji, nie byłabym bezpieczna. Wiem,  że Rayne tez jest gdzie w tym budynku, nie pozwolono mi się jednak z nią zobaczyć.
            Zaczynam już nienawidzić tego miejsca.
             Nagle zdecydowane pukanie do drzwi przerywa ponownie ciszę. Wcześniej jedynym dźwiękiem był mój niespokojny oddech i ledwo słyszalne, pocieszające słowa mojej matki. Teraz jednak dało się jeszcze słyszeć cichy dźwięk alarmu zwiastującego otwieranie się drzwi.  Stanął w nich ten sam mężczyzna w garniturze.
            Światło z pomieszczenia za nim sprawiło, że jego wielki, ciemny cień ogarnął mój pokój tak szybko i skutecznie jak ogromna chmura burzowa.
- Już czas – mówi jedynie zanim odsuwa się od drzwi by przepuścić do pokoju mojego tatę, który czekał na korytarzu. Jego wygląd mówi mi, że jest bardzo zmęczony, może i nawet zagubiony w sytuacji… Ale przede wszystkim wydaje się smutny oraz  zmartwiony.
            Wolno wstaję, czuję jak moje nogi drżą. Idę jednak w kierunku mojego ojca i prawie upadam w jego silne ramiona. Opiekuńczo obejmuje mnie i składa pocałunek na czubku mojej głowy.
- Będę za tobą tęsknić, tato – szepczę, wtulając głowę w jego klatkę piersiową i mocząc  łzami jego białą koszulę.
- Też będę za tobą tęsknił… - mówi cicho, powoli odsuwając się ode mnie i wycierając łzy z mojej twarzy.
            Posyła mi pokrzepiający uśmiech, ten sam który pamiętam z dzieciństwa. Ten którym obdarzył mnie, kiedy spadlam z roweru i zraniłam się w kolano albo wtedy gdy za Chiny nie mogłam dokończyć trudnej pracy domowej.
            Jednak tym razem ten uśmiech który dobrze znałam był nieco inny. Miał w sobie pewne skrzywienie, jakby ojciec wiedział, że tym razem nie ma szans na to żeby było w porządku. Jakby wiedział, że moje przeznaczenie jest już dawno przesądzone…
            Tak, ja sama o tym wiem.
            Obracam się do swojej matki, która obserwowała dotychczasową scenę pożegnania z rękami przytkniętymi do ust. Pojedynczy refleks światła pada na je j mokre od łez policzki kiedy podchodzi do mnie. Przytula mnie mocno do siebie; nie chce zostawiać tu swego dziecka samego.
            Ale musi…
- Przepraszam – słyszę jej szept, co sprawia, że mam ochotę rozpłakać się jeszcze bardziej.
            Nie chcę żeby moi rodzice przepraszali mnie za to co się dzieje; nie chcę by winili się za te wszystkie rzeczy na które tak naprawdę nie mieliśmy wpływu.
            Wysuwam się z objęć swojej matki i macham rodzicom na pożegnanie, mówiąc, że czas już się rozstać. Oboje mówią ,,kocham Cię” i wychodzą zerkając na mnie jeszcze przez ramię ostatni raz, zanim drzwi zamykają się przed moja twarzą.
            Piekło zaczyna się TERAZ... 

*****
Dokładnie, piekło zaczyna się teraz. I w opowiadaniu się trochę podkręci i u mnie, bo jeszce tydzień piekła przede mną przez egzaminy. :P
Obiecuję, że w lutym nadrobimy i rozdziały będą częsciej ^^ 

4 komentarze:

  1. Szczerze? Podziwiam Cię. Studia, egzaminy a Tobie chcę się jeszcze do tego tłumaczyć to opowiadanie... Wow, ogromny szacun ^^
    A opowieść zaczyna się coraz bardziej rozkręcać, ku mojej uciesze :3
    Czy będzie powiedziane którego z tych Creepypast znaleziono martwego, czy to tylko jakaś poboczna postać?
    Te opowiadanie jest naprawdę bardzo inne (XD), inniejsze od wszystkich o creepypaście, bo zazwyczaj postacie są pozytywne, a tu są przedstawione jako prawdziwi mordercy...
    Wohoho, powiało chłodem ;_;...
    Przeżyj te piekielne egzaminy, mam nadzieję że pójdzie Ci na nich dobrze ;) powodzenia!
    I czekam w takim razie na luty, im więcej notek tym lepiej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D Jak historia fajna i to tłumaczyć się chce :P W trakcie sesji każdy znajdzie coś dla siebie żeby tylko się nie uczyć.. :D Z resztą przez cały styczeń ostrej charówki, już się naprawdę odechciewa nauki...
      No ale jeszcze tylko pięć testów, może przeżyję.
      Zabito chyba poboczną postać. Z tego co pamiętam nie ucierpiał raczej nikt znany, będzie jeszcze np LJ, Ben, Eyeless Jack..
      Dokładnie, tu są przedstawieni jako prawdziwi mordercy i psychopaci; powieje jeszcze większą grozą... :D

      Usuń
  2. Już się nie mogę doczekać Lutego ^-^ powodzenia na egzaminach i tłumaczeniu następnych części opowiadania! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki ^^ W sumie to jeszcze tylko jutro i w środę sie zabiorę za dalsze tłumaczenie :p

      Usuń