Na wstepie, dziękuję za komentarze ^^
Dodaję wcześniej, bo miałam trochę więcej wolnego czasu w ostatnich dniach.
Enjoy :D
Budzi mnie donośny dźwięk
budzika; wręcz błaga bym w końcu podniosła się i go wyłączyła. Rad nierad otwieram oczy i siadam na łóżku. Widzę
jak promienie słoneczne prześwitują zza moich zasłon tego poranka.
Powoli przecieram oczy, ziewam i przeciągam się. Chcę być
w jak najlepszym stanie tego dnia. Odrzucam kołdrę na bok i idę w kierunku
szafy. Otwieram ją, wyciągam wcześniej przemyślany stój na dziś i idę do
łazienki.
Gdy jestem już ogarnięta i przygotowana do wyjścia na
uczelnię, schodzę na dół i witam się z tatą, który akurat siedzi przy stole i w
kuchni i czyta gazetę.
- Witaj kochanie, dobrze
spałaś? – pyta zerkając na mnie znad strony przeglądanego czasopisma.
- Taaak, jasne – kłamię.
Szybko chwytam parę tostów i wpycham je sobie do ust,
szukając w międzyczasie czegoś do picia.
On nie musi niczego wiedzieć, to go tylko jeszcze
bardziej zmartwi.
Po chwili kręcenia się po kuchni, zarzucam torbę na ramię i żegnam się z tatą.
Moja mama czeka już na mnie w samochodzie. Teraz mam
przecież znowu naprawdę daleką drogę na uczelnię. Dlatego też musze między
innymi wstawać nieludzko wcześnie.
Moja matka zaoferowała, że będzie mnie odwozić i odbierać
dopóki nie będę gotowa by wrócić do tego przeklętego domu gdzie niedawno
mieszkałam.
Kiedy zamykam drzwi wejściowe coś mi się nie zgadza…
Zapomniałam telefonu! Wciąż leży na nocnej szafce!
Mam ochotę walnąć się w czoło przez swoją głupotę. Nigdy
nie zdarzyło mi się zapomnieć telefonu… No ale cały ten tydzień był przecież
dość specyficzny, więc o moje nie ogarnięcie obwiniam tamten cały incydent.
Przez to, że jestem już prawie spóźniona powstrzymuję się
od wbiegnięcia na górę do domu, by zabrać swój telefon. To przecież nie jest w
tej chwili najważniejsza rzecz.
Wsiadam do samochodu, a moja mama rusza z podjazdu.
***
Nie mogę tego powstrzymać, ale gdy przyjeżdżam do szkoły,
napięcie ogarnia całe moje ciało. Wiem, że prawdopodobnie będę zawalana gradem
pytań. Nie ma już nikogo kto by nie oglądał wiadomości i nie słyszał o tej
sprawie. Nie tak trudno było w końcu o tym nie usłyszeć; historia o ,,trzech
zaginionych dziewczynach i trzech ocalałych” była już we wszystkich gazetach i
informacyjnych stacjach telewizyjnych.
Daję mamie szybkiego całusa w policzek i wychodzę z
samochodu, mając przed sobą piekielny budynek, zwany ,,szkołą”. Wchodzę przed
drzwi frontowe, a gdy już znajduję się wewnątrz, przyspieszam, wyłapując ukradkowe
spojrzenia posyłane mi przez wszystkich studentów.
Przewracam tylko na to oczami, a za chwilę już znajduję
się przed moją szafką. Gdy ją otwieram, czuję klepnięcie w ramię, więc odwracam
się.
- Hej, widziałam Cię w
wiadomościach. Co się stało?
To Kaitlynn. Stoi i czeka na odpowiedź z rękami
umiejscowionymi na biodrach. Nawet jeśli nie ma kłótni między nami, ani jej nie
nienawidzę, to nie chcę jej mówić o czymkolwiek. Pyta mnie prawdopodobnie tylko
dlatego, że jak zawsze chce wiedzieć wszystko, a potem rozpowiedzieć to innym
ludziom.
- Jeśli oglądałaś
wiadomości to pewnie aktualnie już wszystko wiesz. Naprawdę nie chcę o tym gadać. – odpowiadam próbując być tak miła jak to
tylko możliwe. Kaitlynn tylko kiwa głową i krzyżuje ręce na piersiach.
- Nie chciałam być
złośliwa. Przykro mi przez to co się stało…
Gdy tylko to mówi, wzdrygam się. Myśli o Farah, Mandy i
Loli przeszywają moją głowę. Echo ich krzyków znowu rozlega się w mojej
pamięci. Szybkim ruchem z trzaskiem zamykam szafkę by się nie rozproszyć.
- W porządku. – mówię, przechodząc obok niej. Szybko
wchodzę do sali, gdzie mam mieć zajęcia.
Wtedy dostrzegam Rayne otoczoną grupą ludzi. Kiedy
podchodzę bliżej, przestaje mówić i tylko się uśmiecha.
- Dajcie dziewczynom
trochę przestrzeni ludzie, wystarczy już wam. – mówi jeden z chłopaków dając
Rayne koleżeńskiego kuksańca w bok. Grupa studentów rozchodzi się, zostawiając
mnie i Rayne same.
- Też cię już wypytywali?
– pytam przeczuwając jaka będzie odpowiedź.
Wiem, że taki news to coś ekscytującego, ale inni nie
maja pojęcia jak męczące i bolesne jest wspominanie tamtej nocy.
Rayne tylko kiwa głową, bezinteresownie ściskając w
dłoniach swoją książkę. Spuszcza wzrok, gdy pyta:
- Widziałaś może Sandy?
Mówiła, że nie wie czy przyjdzie dziś już do szkoły czy jeszcze zostanie w
domu…
Wiem że Sandy ma tendencję do spóźnienia się. Nawet w
takich okolicznościach jakie ostatnio nas spotkały dalej pozostanie sobą i nie
przyjdzie na czas. To sprawia, że niemal zaczynam się cicho śmiać.
- Prawdopodobnie się
spóźni albo wcale nie przyjdzie. Stawiam na spóźnienie. – odpowiadam, a Rayne
podnosi głowę i uśmiecha się przyznając mi rację.
Wtedy zostajemy otoczone inną grupą uczniów, każdy chce
wiedzieć co się stało tego pamiętnego dnia.
To będzie ciężki, naprawdę BARDZO ciężki dzień…
***
Kiedy ostatnia lekcja się kończy, czuję ulgę. Przez cały
dzień byłam przepytywana przez różnych ludzi. Nauczyciele próbowali ich
upomnieć i uspokoić, ale wiem, że oni sami są również ciekawi tej
historii. Bo kto by nie był? Tylko ja,
Rayne i Sandy wiemy co dokładnie się wydarzyło tej nocy, o której wspomina się
teraz w każdej gazecie.
- Jedziesz dziś ze mną do
domu, tak? – pyta mnie Rayne, gdy idziemy w stronę parkingu.
Kiwam głową, a ona otwiera samochód i wsiadamy do środka.
Jazda mija mi zadziwiająco szybko. Może to przez to, że w końcu wracam do domu
po długim dniu? Gdy jesteśmy już na miejscu, wysiadam z samochodu i macham do
Rayne, która chwilę później odjeżdża.
Kiedy odwracam się w kierunku drzwi wejściowych, zauważam
COŚ niecodziennego…
Na podjeździe stoi czarny samochód; tak, to jeden z tych
droższych, czarnych samochodów. Marszczę brwi. Jedyne wyjaśnienie jakie pojawia
się w mojej głowie jest takie, że mojego ojca odwiedził jakiś facet w sprawach
biznesowych. Podchodzę do frontowych drzwi; tym razem jestem wyjątkowo
ostrożna.
Otwieram drzwi swoim kluczem, nasłuchując czy nie ma
jakichś podejrzanych dźwięków w domu. Dobiega mnie dźwięk rozmowy mojej matki i
ojca. Krzyczę więc:
- Już jestem!
Głosy raptownie milkną, a ja po chwili dostrzegam jak z
kuchni wychodzi moja mama. Podchodzi do mnie szybkim krokiem.
- Oh, słońce! – mówi i
przytula mnie mocno, a ja stoję już całkiem zszokowana. Co do diaska się tutaj
dzieje? Otwieram usta by zadać pierwsze pytanie, ale zanim zdążam się odezwać,
moja mama zaczyna ciągnąć mnie w stronę kuchni.
- Jest tu ktoś do ciebie,
Katy.
Nie łapię. Kto przyszedł do mnie i sprawił, że moja matka
zachowuje się tak nerwowo? Wkraczam do
kuchni i widzę mojego ojca siedzącego przy stole. Naprzeciwko niego siedzi
nieznany mi facet.
No, w sumie nie taki zwykły facet.
Mężczyzna w idealnie skrojonym, dopasowanym czarnym
garniturze, na nosie ma okulary z ciemnymi szkłami. Widząc mnie wstaje i podaje mi dłoń przez
stół. Witam się, a moja matka daje mi znać bym usiadła.
- Dobrze cię tu widzieć,
Katy.
Odwracam się w kierunku mojej mamy niewerbalnie pytając o
co chodzi i kim jest ten mężczyzna.
- Jestem tu, bo mam do
przekazania złe wieści.
Natychmiast wracam spojrzeniem do naszego gościa. Sięga
do jednej z kieszeni garnituru i wyciąga niewielką wizytówkę. Jest z FBI.
O Boże.
- Jestem z FBI i
przyszedłem żeby ci pomóc. Twoja przyjaciółka, Sany została porwana.
I
w tym momencie cały mój dopiero niedawno odbudowany świat rozbił się na
milion małych kawałków. Równie dobrze on
mógłby wyrwać mi serce i deptać dopóki by nie została z niego krwawa plama na
ziemi.
- C-co? – praktycznie
krzyczę, panika powoli wkrada się do mojego umysłu. Nie miałam pojęcia, że coś
takiego mogłoby się wydarzyć. To sprawka tych morderców? Wrócili po nią?
Zaczynam czuć mdłości, czuję jak na moim żołądku zaciska
się niewidzialna pętla, kiedy facet mówi ,,Sandy została porwana”. Wtem, czyjeś
ciepłe ręce przesuwają się po moich plecach w geście uspokojenia i pocieszenia.
Lecz nic teraz mi raczej nie może pomóc. Nie mogę tego dłużej znieść…
Nie znowu!
- To ci dwaj zabójcy,
którzy wam wcześniej grozili i porwali twoje przyjaciółki, zabrali Sandy. Wszystko jest tak jak
podejrzewaliśmy, nie sądzimy że to może być zbieg okoliczności. Lecz zanim
powiem Ci więcej informacji, musimy zabrać cię w bezpieczniejsze miejsce.
Jego słowa przeszywają mnie na wskroś. Nie słucham, nie,
nie mogę go słuchać dłużej. Z tego co usłyszałam, dotarło do mnie to, że
zabrali Sandy, a ja muszę opuścić to miejsce i wyjechać.
I to już zaraz.
- J-ja nie rozumiem! Jak
to? – unoszę głos, próbując jednocześnie być chłodna i opanowana. Jest to
jednak cholernie trudne. Mężczyzna jedynie siedzi dalej w bezruchu i mierzy
mnie wzrokiem. Po chwili kontynuuje:
- Wyjaśnię ci wszystko,
gdy już znajdziemy się na miejscu. Twoi rodzice też pojadą z nami, nie martw
się.
Rzucam spojrzenie mojemu tacie, który patrzy się uparcie
w dół, na blat stołu. Wiem, że się boi.
Boi się o moje bezpieczeństwo, boi się że ja również mogę zostać porwana
pewnego dnia.
- Idź się spakować. Weź
tylko te rzeczy których najbardziej będziesz potrzebować. – mówi mężczyzna, a
ja jestem zdolna tylko patrzeć na niego wielkimi oczami i przetwarzać w głowie
właśnie usłyszaną informację.
- Skarbie… - mówi mama
cichym głosem, kładąc dłoń na moim ramieniu.
Powoli wstaję, czuję się tak jakbym była na jakimś auto-pilocie.
Nie mam pojęcia co o tym myśleć, w tym przypadku własne refleksje nie rozjaśnią
mi danej sytuacji. Muszę zaufać temu mężczyźnie, wiem że wkrótce dostanę
odpowiedzi na wszystkie pytania, które mnie gnębią.
Powoli wchodzę po schodach do swojego pokoju. Chwytam
swoją niewielką torbę podróżną, w którą zapakowałam się gdy przenosiłam się z mojego
starego domu, po ,,tej” nocy. A teraz… znowu musze się gdzieś przenosić. Pakuję
ubrania, zabieram rzeczy z łazienki, laptop i parę drobiazgów, które są mi potrzebne.
Pakuję także zdjęcie mnie i moich przyjaciółek w ramce, a także zdjęcie mnie i
mojej rodziny.
Chcę właśnie włożyć do torby moja bieliznę, gdy nagle
przypominam sobie o czymś: telefon. Szybko podchodzę do szafki nocnej i
podnoszę komórkę. Odblokowuję ekran, widząc że mam jakieś nowe wiadomości.
Widzę parę od mojej koleżanki z klasy; pyta jak się czuję, czy jest dobrze.
Jedna jest od Sandy, pisze:
~~ ,,Nie przyjdę dziś do szkoły, wciąż źle się czuję... Bawcie się dobrze :)”
Zbiera mi się na płacz po przeczytaniu tej wiadomości, bo
wiem, że to prawdopodobnie już jej ostania wiadomość jaką do mnie wysłała.
Wtedy zauważam, że mam jeszcze inne, nie przeczytane
wiadomości. Te były od nieznanego numeru. Szybko otwieram skrzynkę i widzę, że
to On mi je wysłał. ,,Słodkich snów”?! Skąd on wiedział kiedy akurat zasnęłam?
Zgadywał? A może to naprawdę jakiś żart? Czuję zimno ogarniające całe moje
ciało, gdy te dwa słowa odbijają się echem w mojej głowie.
Ale, ale… Była jeszcze druga wiadomość z tego numeru.
~~ ,,Oj, jaka
szkoda…Zapomniałaś telefonu! Nie możesz teraz przeczytać wszystkich słodkich
wiadomości które ci wysyłam. Nie bądź jednak smutna, kochanie*, będzie jeszcze
dużo czasu by mówić ci jak UROCZA jesteś. To znaczy… jeśli przeżyjesz dość długo.”
Wstrzymuję
oddech, gdy czytam ponownie wiadomość. Skąd on to wiedział?! Obracam się i
patrzę przez okno. To pierwszy raz, gdy nie czuję się bezpiecznie we własnym
domu. Wewnątrz domu w którym dorastałam.
Nagle rozlega się przeciągły sygnał telefonu. Skupiam
jednak wzrok na niewielkim oknie w moim pokoju. Nie ośmielam się spojrzeć na
ekran, boję się co może zawierać wiadomość. Najgorszy lęk staje się prawdą,
kiedy widzę, że On znów do mnie napisał:
~~,,Boisz się, słodziaku?”
- Mamo? MAMO?! – wrzeszczę
w panice. Rozglądam się wokół siebie, a
za chwilę słyszę szybkie, ciężkie kroki na schodach. Widzę jak mężczyzna wpada
do pokoju, w rękach trzyma broń palną. Moi rodzice są tuż za nim.
- Co się stało, Katy? –
pyta moja mama, kiedy nie dostrzega nic strasznego czy podejrzanego w pokoju.
Ja tylko patrzę na nich, a chwilę później unoszę telefon do twarzy. Wciąż jest
odblokowany, a na ekranie wyświetla się ta jedna rozmowa.
~~,,Oj, nieładnie.”
**********************************************************
odnośnie [*] w wiadomości Jeffa... [*zamiast normalnego określnika na ,,kochanie", w oryginale było ,,sugartits”
XD]. Jeff jaki stalker.
I właśnie dlatego dobrze jest mieć rolety w oknach :D

*chwila ciszy i gwałtowne wyciągnięcie powietrza... *
OdpowiedzUsuńJacie... Odetchnęłam ale nadal jestem pod wrażeniem. Ten rozdział był taki... Taki... Ja nawet nie wiem jak to powiedzieć. Biedna Katy...
No i właśnie dlatego ZAWSZE żaluzje spuszczam na noc, teraz to chyba nawet przez dzień będę siedzieć w ciemnościach żeby nikt nie mógł mnie widzieć ;-;
Żaluzje potrzebne, oj potrzebne! :D
Świetny rozdział świetnie przetłumaczony, czekam teraz z niecierpliwością na next :3
Ja też mam rolety, ale ich nie spuszczam hehe i czasem mam wrażenie, że coś mi w okno puka. Fajnie że mieszkam tak blisko lasu... :"))
UsuńJej nowy rozdział! Strasznie podobają mi się wiadomości jakie Jeff wysyła Kate =^.^= i jak Inna Gosia czekam na next <3
OdpowiedzUsuńTo co On jej teraz wysyła to wersja ,,soft"... :D
UsuńNowy chapter w nastepnym tygodniu w okolicach czwartku prawdopodobnie :p
Kiedy następne??? To jest boskie! :3 <3 😍
OdpowiedzUsuń